Archiwum dla Luty, 2010


1/day #52

Macie czasem tak, że nic Wam się nie chce? Włączcie wtedy muzykę tego pana: James Curd. No chyba, że nie lubicie muzyki elektronicznej :)

robot head

Naprawdę fajnie tworzy się przy tej muzyce, a utwór ‘We just wont stop” rządzi! :D

EDIT: Myślicie, że takie roboty i sztuczna inteligencja to fajna sprawa? Przeczytajcie poniższy thriller Kapustki a zmienicie zdanie:

1

- Łaaaaa, Ale!
- Jak szybko zasuwa!
- Ej tato, czy możemy go zachować?
Ojciec kiwnął głową.
- Łaaaaa, Super! – Grzesiek krzyknął i zamachał rękami ucieszony. Pamelka podbiegła, objęła rodzica za nogi, i wróciła do zabawy.
- Jak go nazwiemy?
- Może liliputek, jest taki malutki, tyci-tyci.
- Wygląda na bardzo bojowniczego, to będzie mój obrońca!
- Jesteś głupia. Przecież on jest zły. Jest zły i warczy.
- To silnik.
- Malutki i warczy. Nazwę go burek! Hahahaha! Burek, chodź tu!

Początki sztucznej inteligencji były tak wielkim przełomem, że urządzenia nazywano imionami wielkich myślicieli starożytnych. W gospodarstwach zaroiło się od odkurzających Arystotelesów, Sokratesów wyrzucających śmieci i świętych Tomaszy zmywających. W rzeczywistości ich poziom umysłowy był bliższy prymitywnych zwierząt.

2

Ubrała rozgniewanego burka w sukienkę z falbankami i wstawiła do domu lalek. Bądź tak miły i przywitaj się. Księżniczka jednak gwałtownie ruszyła prosto na ścianę, w którą uderzyła, rozerwała, po czym zdemolowała fotel i rzuciła się na księcia. Następnie robot chciał oderwać swojemu lalkowemu mężowi głowę, ale nie był w stanie jej chwycić. Przeszkadzała mu w tym blokada, którą producent dołożył do zabawek, aby nie powodowały zbyt wielkich szkód. Mógł jedynie nabrać prędkości i przewracać wszystko, co napotka.

Zrozpaczona Pamelka wyrzuciła go z tekturowego domku i postawiła na podłodze. Z tego miejsca był zupełnie bezsilny.

3

Prawdziwy skok nastąpił dopiero przy robotach do zabawy, które wymagały opracowania pojętniejszych systemów. Były one podobne do kota, który dostrzegł w jak niewygodnych warunkach jest przetrzymywany. Doprowadziło to do paradoksu – właśnie te, które miały bawić, okazały się agresywne, zawistne i wrogie. W gospodarstwach zaroiło się od wściekłych kotów.

4

Masywny klocek leciał w kierunku uciekającego burka, upadł jednak z boku, nie czyniąc krzywdy. Chłopiec ze złości klasnął, nabrał całą garść elementów i rzucił nimi jednocześnie. Jeden z pocisków wykrzywił gąsienicę i przewrócił robota na bok. W takiej pozycji nie potrafił wstać. A teraz zginiesz! Rzucił go na sufit i złapał w ostatniej chwili upadku. Powtórzył to kilka razy, po czym złośliwie postawił robota na wysokim stole, zdzielił na pożegnanie i odszedł śpiący.

Zapadła noc. Burek próbował zbudzić wszystkich wściekłym jeżdżeniem, ale po kilkunastu minutach zrezygnował. Zbliżył się do krawędzi stołu i zaczął myśleć nad sposobem zejścia. Dostrzegł świętego Tomasza podlewającego kwiatki. Zwrócił jego uwagę i wymienił błagalne spojrzenie, lecz po chwili był znów sam. Spojrzał w dół i puścił impuls do silnika. Z trzaskiem uderzył o podłogę. Blokada chwytania odpadła aż pod regał. Resztę nocy przeleżał na boku. Nad ranem postawiła go Pamelka, po czym wyszła do szkoły.

5

Burek w ciągu kilku godzin odwiedził wszystkie gniazdka elektryczne. Podjeżdżał, chwytał kable i zrzucał na ziemię komputery, ekrany, lampy. Następnie tak usypany śmietnik rozjeżdżał i mielił gąsienicami. Na koniec doprowadził do zwarcia instalacji. Iskry ze skrzynki przyłączającej sypały się jak z zimnych ogni i spadały na wiklinowy kosz. Dom zapalił się cały przed powrotem pierwszej osoby.

6

Jest szansa, że kiedyś zostaniemy partnerami ludzi.
Jest szansa, że dosięgniemy ich wzrostem.
Jest szansa, że będziemy chwytać przedmioty.
Wynosi ona 0.007102%

Z cyklu Wiersze dla robotów


1/day #51

Wiecie co?

spać mi się chce

i dlatego dzisiaj tylko tyle :) Koniecznie zajrzyjcie jeszcze raz do wpisu z dnia 49. Kapustka przygotował niespodziewankę :)

EDIT: Panie i Panowie. Kapustce nie chce się spać. Jest nawet gorzej – nie może zasnąć:

Zamykam oczy. Czerwony poblask przechodzi w zieleń, po czym tonie w granatowoczarnej głębi. Jutro dodatek do gazety wyborczej. Ciemne morze powoli faluje a ja razem z nim unoszę się i opadam. Jeśli rzucę się do pracy rano, to jeszcze dam radę się wyratować na południowe spotkanie. Dobra, cicho, idziemy spać. Zwinięty w kłębek obracam się nieważko. Boże, żeby tylko Dawid też nie dał rady się wyrobić, na jego tle może nawet wypadnę pozytywnie! Spokojnie. Głęboki wdech. Fala odprężenia od stóp, przez łydki, uda, brzuch. Na ulicy przejeżdża samochód. Jestem potwornie śpiący, muszę zasnąć. Na ulicy przejeżdża samochód z wykręconym tłumikiem. Wyobrażam sobie, że pracuję, pracuję w fabryce zabawek.

Stoisko to dwie taśmy. Na dalszej dwadzieścia tysięcy nóg, na bliższej dziesięć tysięcy korpusów. Zatrzymują się na sekundę. Chwytam kończyny i jednocześnie dociskam z przeciwnych stron. Uszkodzone egzemplarze zabieram do domu. Gdy ich sterta nie mieści się w szafie, to robię selekcję i zachowuję tylko te w lepszym stanie. Jeszcze nie wiem, co z nimi zrobię. Ponoć Andrzej maluje im paznokcie. Boję się go. Dziś je upiększa a jutro zwariuje i zacznie mordować.

Chwyciłem, docisnąłem, spojrzałem na Grześka, chwyciłem, docisnąłem, wygląda gorzej od tych lalek, chwyciłem, docisnąłem, wczoraj jego dzieciak straszył, że ucieknie, chwyciłem, docisnąłem, ja bym go chwycił i docisnął, chwyciłem, docisnąłem, ale to tylko łatwo tak mówić. Nagle taśma zatrzymała się. Na krótko zapadła cisza, po czym usłyszałem znajomy narastający szmer. Części zabawek drżały jak dłonie starszych ludzi. Powoli podnosiły się, aż do pełnego stania i dalej. Nóżki stanęły lekko na samych palcach i po chwili wzbiły się w powietrze. Część osób wyszła na papierosa - rekonfiguracja trwa od dziesięciu minut do godziny.

Leżę już od takiego czasu, że zgłodniałem. Nie zapalając światła wchodzę do kuchni i pożeram kanapki. Wiem, że to niezdrowe, ale ten dodatkowy ciężar dociska mnie do granatowoczarnej głębi i ułatwia utonięcie.

W chwili, gdy komponenty krążyły pod dachem hali niczym chmara ptaków, prezes zgromadził wszystkich i oznajmił, że w ciągu dwóch godzin musi zwolnić połowę z nas. Stoimy i czekamy na koniec rekonfiguracji. Próbuję rozmawiać z Grześkiem, ale nie odpowiada. Powtarza tylko „to straszne” mniej więcej raz na sekundę. Niektórzy chyba płaczą. Ja nie czuję zupełnie nic i tylko zastanawiam się, co zdecyduje o pozostaniu. Porusza się tylko wir zabawek nad nami … i Andrzej! Już myślę, że to jest właśnie ten moment, w którym pękł i zacznie mordować, ale on biegnie po odłożone defekty i nerwowo je składa. Podchodzą inni. W ostatniej chwili próbują zrobić dobre wrażenie i montują odpady. Dwie godziny później to właśnie oni są odprawiani.

Pozostaliśmy w mniejszym gronie. Składam jedną zabawkę w pół sekundy. To cztery szybkie ruchy. Nie spoglądam na Grześka. Nie gromadzę nóżek do domu. Nie daję rady zdążyć na każdy korpus. Aż wpadam na pomysł – będę od razu chwytał większy zapas. Właśnie wtedy halę ponownie wypełnia głos prezesa. Z głośnika mówi, że za pierwszym razem nie powiedział nam wszystkiego – musi zwolnić jeszcze raz połowę osób. Nie wiem, czy chcę pozostać.

Horyzont zdaje się rozjaśniać blaskiem nadchodzącego dnia. Wstaję, po czym przez dziesięć minut oglądam sygnał kontrolny w telewizji. Monotonne piszczenie moduluje się podczas ziewania. Kładę się po raz trzeci.

Uświadamiam sobie, że niezależnie od tego, czy pozostanę, czy odejdę, nie będzie tak dobrze jak kiedyś. Spoglądam na zagubionego Grześka. Obsługuje każdą lalkę, ale wstawia tylko jedną nóżkę. Po raz ostatni zabieram do domu siatkę defektów. Części, które nigdy nie uniosły się podczas rekonfiguracji. Wstawiam je do szafy. Zaciągam kołdrę. Straciłem pracę. W końcu zasypiam.

1/day #50

Jakiś czas temu Adam Kałuża ‘Folko’ poprosił mnie o narysowanie „ślimaka bez skorupki trzymającego wędkę w dłoniach” :)

ślimak bez skorupki trzymający wędkę w dłoniach

Ślimak idący na ryby to chyba samobójca, nie? Chyba, że będzie łowił takie małe, malutkie rybki. Wtedy to tak :)

PS. właśnie zobaczyłem jeszcze raz szkic Folka i ten ślimak miał chyba łowić ryby a nie na nie iść. oooops

EDIT: Kapustka opisał przygody ślimaka

12 maj 2008

Dwa lata poszukiwań doprowadziły mnie do wzgórza, porośniętego bujną miłką eragrostis cilianensis. U podnóża rozciąga się opuszczony staw, a zza grzbietu rozległa łąka, aż po horyzont. Zatrzymałem się w połowie wysokości z widokiem na piaszczysty brzeg. Ziemia i łodygi traw są nienaruszone, zatem od długiego czasu nikt tu nie pomieszkiwał. Zasnąłem z głową na prostym posłaniu, przez które dochodziło przytłumione tętnienie mrówek albo dżdżownic. W nocy całe wzgórze pachnie słodką miłką. Aż ślinka cieknie.

23 maj 2008

Nasze muszle z zewnątrz noszą ślady miejsc, przez które przeszliśmy, dzięki czemu na widok nieznajomego ślimaka mogę powiedzieć, skąd przybywa. Niestety w środku jest tak ciasno, że nie przyjmujemy gości, przez co przestaliśmy ze sobą całkowicie rozmawiać. Ja z trudem zmieściłem ten dziennik i atrament. Na kolor ścian mogłem wybrać: a) zielony z roślin b) czerwony z gliny lub c) perłowy, którego jakoś dziwnie zawsze mam pod dostatkiem. Zdecydowałem się na ten ostatni, co pewnie czyni mnie jakimś ekscentrykiem.

2 czerwiec 2008

Pierwszy raz powędrowałem na południowe zbocze, gdzie miłka okazała się w połowie obgryziona. Przypuszczam, że nie jestem sam.

4 czerwiec 2008

Pojawił się na szczycie. Na muszli zeschnięte błoto i ususzony kwiatostan setaria decipiens, którego nie widziałem już od dawna. Mam nadzieję, że nie zatrzyma się na długo, przecież tacy jak on wybierają miejsca mniej skalne. Wieczorem zszedł na południowe zbocze. Może już wybrał się w dalszą podróż?

20 czerwiec 2008

Najgłupsze przekonanie ludzi odnośnie ślimaków, to że uwielbiamy biały ser, z którego ponoć wyrabiamy pierogi. Widziałem kiedyś jak człowiek torturował mojego kumpla, uderzając go po oczach i obiecując twaróg gawroliński, poniekąd bardzo drogi. W naszej religii oczekujemy przyjścia mesjasza z wielkimi rogami, który będzie wyrabiać pierogi, zamieniające ludzi w poa nemoralis. Każdy ślimak stanie wtedy przed decyzją, czy chce pożreć swojego dawnego prześladowcę, czy mu darować. Zmieniając temat: Sateri decipiens ostatnio nie widziałem.

8 lipiec 2008

Spragniony zszedłem dziś do stawu, z którego piłem pochylony. Jednocześnie myślałem o przemalowaniu wnętrz na zielony i nawet nie zauważyłem jak piaskowe dno usuwa się pod moim naciskiem. Ocknąłem się dopiero, gdy woda unosiła mnie kilka centymetrów od brzegu. Próbowałem się podciągnąć, ale tylko spiętrzałem wodę i jeszcze bardziej odpływałem. Odległość wynosiła już ogromne 30cm gdy dostrzegłem saterię decipiens. Pomyślałem, że przyszedł się pożegnać, ale on wszedł do wody i podpłynął. Gdzie się tego nauczyła?

11 lipiec 2008

Sateria przychodzi codziennie na szczyt, gdzie gromadzę dla niej świeżą miłkę. Siedzimy przez cały dzień razem, a gdy zachodzi słońce, on wraca do siebie.

18 lipiec 2008

Drugie głupie przekonanie ludzi odnośnie ślimaków, to że nie mamy płci, a w rzeczywistości mamy aż dwie.

8 sierpień 2008

Cały czas spogląda na oddalony kamień, co wydaje się dziwne, na pewno coś chce mi powiedzieć. Przypomina mi to dziecięce zabawy, te w wieku, gdy jeszcze chcemy mówić, ale nie potrafimy. Podejrzewam, że chodzi o wyścig, w którym wygrywa ostatnia osoba na mecie, pod warunkiem, że nie zapomniała o całej sprawie.

20 sierpień 2008

Rywalizacja nie daje mi spokoju i dlatego odszedłem ze wzgórza na odległość dnia marszu. Mam nadzieję, że wkrótce skończymy tę głupotę i wrócimy do wspólnych dni. On też zszedł, ale jest daleko w tyle i ledwo go dostrzegam.

7 październik 2008

Z każdym dniem robi się coraz chłodniej. Jestem już w połowie drogi do kamienia, ale tutaj muszę się zatrzymać i przygotować na zimę. To szaleństwo, nawet nie wiem, czy faktycznie chodziło o taki zakład, czy może coś zupełnie innego?

25 czerwiec 2009

Wróciłem do pustej muszli z uschniętym kwiatem setarią decipiens na skorupie. Porzucona stała w połowie wysokości między szczytem wzgórza a stawem. W środku nie znalazłem pamiętnika, tylko mały zapisany kawałek liścia. „aaaaaa! ty skurczybyku, wygrałeś!”. Ona również wybrała kolor perłowy.

1/day #49

Był miś, dzik, robot i inne. Dzisiaj będzie to:

tygrys

No wiecie, taki duży kot, który miauczy (sic!)

EDIT: Kapustka stworzył do rysunku epopeję, powieść, opowiastkę, bajkę, która jest bardzo zakręcona :) http://kapustka.net/?p=871

1

Bartek „tygrys” podszedł do budki ze strażnikiem.
- Witamy w laboratorium „SuperJogurt
- Eeeee, cześć, gdzie macie receptury?
Zrobiło się parno. Strażnik zatęsknił za domem. Och, jak bardzo chciał być w tej chwili w pokoiku, obok telewizorka i puszeczki piwka, a nie tutaj, naprzeciw oprycha, który przyszedł wykraść tajną recepturę dla konkurencyjnej firmy.

Tygrys instynktownie wyczuł, że nie otrzyma odpowiedzi. Ukucnął i stuknął pięścią w kamienną kostkę.
STUK
Receptury, naprawdę nie wiem
STUK
- Ale nawet gdybym wiedział…
STUK
- to nie mogę powiedzieć.
Kostka wbiła się kilka centymetrów. Tygrys włożył rękę w szczelinę i zacisnął się. Wtem powstał. Zakręcił ręką i wypuścił kamień. Kuloodporna szyba ustąpiła z zawiasów i zaatakowała ochroniarza. Z porażającą siłą docisnęła go do ścianki prowizorycznej kanciapy. I dalej, do ogrodzenia terenu i ściany sąsiadującego budynku.

2

W pracowni panowała cisza. Wtem huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec stracił przytomność. Znienacka krew siknęła z rozbitego nosa do kolby pomiarowej. Tygrys raptownie odciągnął ręce i skonstruował ze swoich rąk i nóg dźwignię. Potężnie kopnął upadającą ofiarę. W efekcie ofiara podskoczyła. W locie tygrys huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec był bardziej roztańczony, niż za swojego życia.

Potem Tygrys rzucił się na nieprzerwanie miareczkującego badacza. Położył łapę na jego udzie i zarzucił go niczym sztangę. Lekko zatoczył się do tyłu, po czym cisnął nim okrutnie. Badacz w ostatniej chwili uczepił się bluzy tygrysa, przez co zyskał nieoczekiwany moment obrotowy i szybował jak śmigło. Zwariowany człowiek-śmigło był jego największym odkryciem w całym nieudanym życiu. W locie roztrzaskał rząd biuret, firmy Hochshule za 4200zł każda, zdemolował programowalną pipetę za 12000zł i ostatecznie wbił się w klatkę piersiową asystenta za 800zł miesięcznie bez świadczeń zdrowotnych i ubezpieczenia.

- O Boże, zdemolowałeś pipetę! – rozpaczliwie krzyknąłem. Ja, czyli ostatni żyjący laborant „SuperJogurtu”.

3

Z łatwością objął całą moją głowę. Topił mnie w naczyniu testowym nr3, wypełnionym po brzegi jogurtem. Za pierwszym razem przetrzymał minutę. Myślałem, że to już koniec. Przed oczami wcale nie przemija cale życie, tylko głupie myśli. Ale dobrze, że utopię się w jogurcie a nie w wodzie. Co powie zarząd na widok asystenta ze sterczącym człowiekiem-śmigłem? Czy nie mógł wybrać naczynia nr4 z truskawkowym?

Gdy pozwolił mi się wyłowić, musiałem wyglądać jak największy miłośnik SuperJogurtu na planecie. Złapałem krótki oddech i trochę się oblizałem. Przy drugiej próbie zakrztusiłem się. To właśnie wtedy wpadłem na nasze hasło reklamowe: „nasz produkt jest tak dobry, że będziesz chciał nim oddychać”.

4

Jestem ciekaw, co bym odkrył przy trzecim zanurzeniu. Później kilka razy próbowałem sam się przytopić w poszukiwaniu natchnienia, ale bezowocnie. To nie jogurt, a nieuchronność śmierci prowokowała moje myśli.

Nagle do laboratorium wszedł uzbrojony mężczyzna. Nigdy nie widziałem kogoś tak ciężko opancerzonego. Z przodu był cały przesłonięty szybą kuloodporną, a z tyłu zabezpieczony ceglaną ścianą. Pomyślałem, że to prototypowy uniform oddziałów antyterrorystycznych. Po chwili jednak rozpoznałem, że to Pan Henryk, starszy ochroniarz pracujący na bramce naszej placówki. Zupełnie spokojny wymierzył z broni i wystrzelił bez zbędnych przemówień. Zresztą wątpię, czy mógł cokolwiek powiedzieć, tak przyciśnięty do szyby.

1/day #48

Walentynki, prawda? Oczekujecie czegoś, co nawiąże do tego… święta? W takim razie proszę:

14 lutego

Zapraszam do swobodnej interpretacji :)

1/day #47

Pojawiła się okazja na zrobienie fajnych tanich wizytówek. Zrobiłem więc takie dla Skylupus:

wizytówki Skylupus

1/day #46

Dzisiaj pokażę coś innego. Razem z Tomkiem tworzymy aplikacje na system android. Tomek robi tę inteligentniejszą część czyli programuje, ja tę bardziej kolorową, czyli grafikuję. A nazywamy się Skylupus :) To tyle tytułem wstępu. Wczoraj wpadłem na pomysł całkiem przyjemnej gry typograficznej. Na razie nie powiem nic więcej, tylko pokażę dwie grafiki, które pokazują, jak mniej więcej sobie tę grę wyobrażam:

ekran startowy

sama gra

Acha, zainspirowany zostałem tą aplikacją na iPhone: Iconclock

1/day #44

Po misiu chciałem przygotować kolejną ilustrację wiersza Jana Brzechwy. Miał to być Dzik i chciałem, żeby załapał się na kolejną edycję konkursu na Golden Line, gdzie tematem jest „Ucieczka”. Niestety jest bardzo mało prawdopodobne, żebym zdążył. Został więc tylko rysunek dzika:

Dzik

1/day #43

Dzisiaj zaczynam speed painting’owy tydzień. W weekend wyjeżdżamy i muszę przygotować rysunki na dni, w które nas nie będzie a to oznacza 2x więcej pracy. Yeah… ;D

Mr. Jack

Wczoraj Błażej pożyczył mi świetną dwuosobową grę Mr. Jack in New York. Zaraz będę namawiał Korę do gry. Mam nadzieję, że się jej spodoba :)

Rysunek jest przygotowany jako tapeta o rozdzielczości 1280×800, bo czemu nie, prawda?

Powered by WordPress | Theme: Motion by 85ideas.