Archiwum dla Marzec, 2010


1/day #93

Kolejny do kolekcji

Planszowy plakat 23

Jeszcze troche tego będzie przed świetami i w same święta :)

Chcecie wiedzieć, jak trafić na bloga Kapustki? Przeczytajcie

EDIT: Ciąg dalszy analizy wejść na bloga Kapustki:

Wciąż zero odwiedzin z Carcassonne

Wciąż zero odwiedzin z Carcassonne. U Edrache również. Dzisiejszy tekst jest dodatkiem do wczorajszego. Aby go zrozumieć, konieczne jest przeczytanie podstawki. Można ją kupić tutaj.

„Analiza literacka damy z gronostajem”
(4 osoby)

Zastanawia wygląd prawej dłoni, wyraźnie oświetlonej na tle rękawa i reszty obrazu. Jakby malarz chciał zaznaczyć „proszę spojrzeć tutaj”. Posłusznie to robię, i po chwili odkrywam prawdę. Nadgarstek jest zgięty nienaturalnie. Szlachetnie urodzony człowiek nie potrafi tak wykrzywić dłoni. Najbardziej znany obraz Leonarda da Vinci przechowywany w polskich zbiorach, to anatomiczne partactwo.

Czy praktykant sekcji zwłok i znawca budowy ciała mógł pozostawić taki skaz na swoim dziele? A może prawa ręka nie należy do kobiety … tylko do łasicy! Zwierze ma przyczepioną do futerka protezę ludzkiej dłoni. W tym miejscu rozpoczyna się właściwa analiza literacka, wraz z jej charakterystycznym pytaniem – dlaczego. Dlaczego łasica ma przyczepioną protezę? Ze źródeł historycznych wiemy, że jest to łasica powypadkowa. W jej dziennikach czytamy „Długo nie pisałam, ponieważ przycięli mi ogon drzwiami”.

Właścicielka patrzy spokojnie w przyszłość. Gdyby spoglądała w stronę lewą, to zamartwiała by się przeszłością. Ona jednak planuje. – Ile będzie kosztować podmiana strun głosowych gronostaja? – Fabułę napędza chęć podmiany wszystkich części zwierzęcia i walka z kosztami tego projektu. Początkowe ratowanie zamieniło się w eksperyment naukowy. Dama wpadła w wir kolejnych operacji. Usprawnień, które doprowadzą do nowego gatunku.

A może to miłość?

Galeria dam z łasiczką: dama obca, łasiczka po przemianie, łasiczka po nieudanej przemianie, nie dama z nie łasiczką, och tak

„to może być kot półnorweski”
(1 osoba)

Chciałem ustalić rasę swojego kota. Byłem tym o wiele bardziej zainteresowany, niż on sam! Porównawczo przejrzałem zdjęcia w sieci i zatrzymałem się przy „norweskim leśnym”. Ponoć tylko ta rasa schodzi z drzew do góry nogami. Postanowiłem to od razu sprawdzić. Ubrałem podejrzanego w szelki, wyprowadziłem na osiedlowy skwerek i przystawiłem do klonu, głową do dołu. Spadł. Uznałem, że to z powodu zdenerwowania i cierpliwie wyczekałem, aż zejdzie z swobodnie. Ale on zleciał ponownie. I jeszcze raz. W kolejnych próbach oceniałem ilość schodzenia w spadaniu, aż zrezygnowany wróciłem.

Uznałem, że „pędzel” należy do gadatliwej rasy kotów syberyjskich. Potwierdzały to jego przeciągłe protesty. Miałczał złożone wypowiedzi, z logiczną intonacją, zdaniami podrzędnymi i wtrąceniami. Podejrzewam, że tak naprawdę był szczęśliwy, że jest smutny, niczym Emo-kot. Jednak czasem poważniał, a już najbardziej, gdy wsadziłem go do zaspy śnieżnej. Zrobiłem to po przeczytaniu, że koty syberyjskie uwielbiają zimę. Może gdzieś tam w Rosji one naprawdę radośnie biegają po śniegu, kopią tunele i lepią bałwana, ale tutaj … tylko protestują!

„wychłoszcz mnie”
(2 osoby!)

Nie mam pewności, jakiej treści oczekiwała osoba, która wpisała do google „wychłoszcz mnie”. Dotyczy to również innych form rozkazujących. Czy ludzie oczekują, że przeglądarka ich wychłoszcze? Nie, to nie możliwe, nawet w tak spaczonych umysłach. Podejrzewam tutaj obecność podwójnej zabawy. Ja sam bym chętnie sprawdził, na jakich stronach pojawia się ta forma. W pierwszym wyniku – nie, wcale nie strona xxx – zagadkowy blog, który wspomina „wychłoszcz mnie choinką”. Oddalam się od zrozumienia.

Jeśli jednak wpisywanie rozkazów, to zaklinanie otoczenia. Jeśli jest niczym prośba w modlitwie, to mam słowa pocieszenia. Na chwilę przed pisaniem regularnie przechadzam się po mokotowskim parku morskie oko. A coś do biczowania zawsze się znajdzie. Czy ostatecznie może być kaczka?

1/day #92

Tomek ‘cannehal’ podsunął mi świetny pomysł na przeżycie tego tygodnia :)

Planszowy plakat 22

Pocieszcie też Kapustkę :)

EDIT: Sprawdziłem, do mnie też nikt z Carcassonne nie dotarł :(

Zero odwiedzin z Carcassonne

Przejrzałem statystyki wejść na moją stronę. Sprawdziłem, czy jak zwykle naliczyłem zero odwiedzin z miejscowości Carcassonne, na której mi dziwnie zależy. Islandia wciąż na poziomie jednej osoby. Przeniosłem uwagę na licznik ogólny. Jeśli jakiś popularny serwis zamieści link do mojej strony, to tego dnia wejdzie dwieście osób. Następnego sto, potem pięćdziesiąt, dwadzieścia pięć … Rozpad gości to rozpad połowiczny, tak samo jak pierwiastków promieniotwórczych. Po tygodniu wchodzą już tylko odpady atomowe.

Jednak najciekawszym źródłem pojedynczych wejść, wcale nie są goście z Carcassonne i zaspani użytkownicy wortali, tylko użytkownicy wyszukiwarek. Spojrzałem na frazy wpisane do Google, które ich doprowadziły do mojej strony. Osoby pytające „jak określić płeć wielbłąda” musiały zezłościć się, gdy strona nie udzieliła odpowiedzi. Podobnych rozczarowań jest dużo więcej. Czuję się za nie odpowiedzialny:

Jak określić płeć wielbłąda
(1 osoba)

Najczęściej nie jest to konieczne. Pogląd, że dobrym wielbłądem może być tylko samiec, jest takim samym przejawem seksizmu, co niedopuszczanie kobiet do wysokich stanowisk. Pamiętam wystawę Ani Okrasko „Malarka to żona dla malarza”, czy od tego czasu naprawdę nic się nie zmieniło? Ania w trakcie studiów na ASP spisywała szczególnie rażące wypowiedzi prowadzących, takie jak: „Może by pani spróbowała tak po męsku to narysować?”, „Biust to taki samograj w sztuce”, „Sztuka kobiet jest delikatniejsza, bardziej dekoracyjna”. Na chwilę przed dyplomem pokryła nimi ściany wydziału.

Wracając do wielbłąda, jeśli koniecznie musisz poznać jego płeć, to znalazłem pomocną wskazówkę na wikipedii. U samic występuje jedna para sutków. A więc jeśli zwierzę nie ma sutków, albo ma ich niezliczone rzędy, to patrzymy na samca.

gra planszowa z gumką
(1 osoba)

Czy na pewno chodzi o grę PLANSZOWĄ? Jeśli tak, to gumki recepturki znajdziesz w opakowaniach Twilight Struggle. Przy czym nie jest to najtańszy sposób na ich zdobycie. Ale najbardziej szalony, owszem!

„co chce zmienić w moim otoczeniu
(1 osoba)

To ja mam wiedzieć??? Dobra, żartowałem. Jeśli jeszcze trzymasz w kuchni ogromny szklany pojemnik o kształcie ludzkiej głowy, którego używasz do kiszenia ogórków, to koniecznie musisz go znieść do piwnicy albo od razu wyrzucić. Zmień układ pomieszczeń. W miejscu obecnego przedpokoju wstaw kuchnię. Dzięki temu goście będą od razu wpadać do garnka. Przejście do salonu zastaw szafą, przez którą trzeba będzie wchodzić niczym do Świata Narnii.

W dużym pokoju umieść kilka kotów, najlepiej żywych. Jeszcze lepiej, jeśli znajdziesz wielbłąda z problemem tożsamości płciowej. W takim wypadku wróć po szklaną głowę z ogórkami, one to uwielbiają.

dlaczego przy kreskach od zasięgu mam litere e i jak jej sie pozbyc
(1 osoba)

Owszem, masz literę e. Tuż obok jeszcze literę r oraz a. Pozbycie się napisu ERA jest możliwe w salonach konkurencji, ale niestety dopiero po wygaśnięciu umowy. Do tego czasu będziesz musiał rozwiązać problem prowizorycznie. Na przykład zaklej plasterkiem górną część wyświetlacza!

Mam wyrzut sumienia, że ta odpowiedź jest prawie krótsza od treści pytania (swoją drogą to już praktycznie mini opowiadanie wpisane do paska wyszukiwania google). Dlatego jeszcze wspomnę , że ilekroć zalegam z opłatą, dostaję bardzo dużo SMSów z napisem ERA. Przypominamy o promocji, weź udział w konkursie, rozdajemy bilety na koncert. Zastanawiam się dlaczego to ożywienie przypada akurat na moment opłacenia abonamentu. Czy to jest jakaś subtelna forma upominania do zapłaty?

1/day #91

Wiem, że już po 12:00, ale jest :)

Planszowy plakat 21

EDIT: Kapustka twierdzi, że cierpi na spadek formy. Pokażcie mu, że macie gorzej ;)

Na tapetę

„Na tapetę” wezmę dziś omówienie kilku przypadkowych stron internetowych. Do ich odnalezienia użyłem narzędzia http://losowastrona.org/.

Wcześniej pochwalę się swoimi upadkami: 1) jestem totalnym warzywem od ataku alergii, największego jaki kiedykolwiek pamiętam 2) nie przyjęło mnie forum literackie IKAR, komentując, że to co piszę to mielizna 3) mieli rację, wysłałem tragiczny tekst na zgłoszenie 4) nie chcą mnie również na stronie esensji 5) choć opublikowali tam dzieło „trudna decyzja pogromcy smoków”.

W komentarzu oczekuję pocieszeń pisanych w stylu „a ja mam gorzej bo … [tutaj konkret]”.

http://met.blog.root.cz/2010/01/04/letosek-bude-prvnim-rokem-3d-na-webu-aneb-webgl-rules/

Zwraca uwagę zdjęcie bloggera Martina Hassmana, przestawione do góry nogami. Jaki to czytelny, oryginalny a jednocześnie międzynarodowy komunikat – „jestem świrem”. Ale to nie wszystko! Gdy najedziecie kursorem, zdjęcie odrobinę się przekręca, jak przekrzywiony obraz na ścianie. To już czyste szaleństwo. Kolejność jest tutaj niezwykle ważna, tylko w taki sposób można być obróconym o więcej niż sto osiemdziesiąt stopni.

Wpisy dotyczą modelowania 3d i są prowadzone w języku czeskim. Zabawnie wyglądają wszelkie anglicyzmy, np. „podobně jako Google vytvořil emulační vrstvu pro běh 2D canvasu v IE”. Te słowa odróżniają się pisownią. Czy tak samo nieporadnie wyglądają zapożyczenia w języku polskim? Nie przeszkadzają mi zdania typu „dwukrotnie kliknij na kombo boksa”. Powiem więcej, ja nawet wolę takie brzmienie niż „wykonaj dwumlaśnięcie na polu wielokrotnego wyboru”. Przy czym strona Martina Hassmana pozwala mi zrozumieć, jak postrzegają te zwroty ich przeciwnicy.

Wpis dotyczy grafiki trójwymiarowej w przeglądarkach. Przejrzałem załączoną próbkę animacji. Skojarzyła mi się z początkami modelowania w latach dziewięćdziesiątych. Jeśli chodzi o teorię ewolucji, ma ona specyficzny wygląd w informatyce. To nie jest sytuacja, gdzie cały świat ewoluuje jednokrotnie w poszukiwaniu doskonalszych form. Tutaj co jakiś czas prymitywne formy życia wsiadają do statku kosmicznego, lecę na niezaludnioną planetę i kolonizują ją, powtarzając ścieżkę rozwoju.

http://kiat.net/malaysia/KL/transit.html

Układ metra w Kuala Lumpur. Temat bardzo aktualny, gdyż właśnie dziś miała miejsce seria napadów na moskiewskie metro. W obydwu przypadkach jestem pod wrażeniem rozbudowanej sieci połączeń. Uwielbiam wyobrażać sobie, że to nie jest płaski plan, tylko schemat przestrzenny. Niebieskie nitki wyznaczają kartezjański układ współrzędnych, któremu fioletowa nadaje przestrzeń. W takiej interpretacji białe łączniki pełnią rolę teleportów. Skrótów działających zgodnie z hipotezą o czarnych dziurach, łączących odległe miejsca wszechświata.

Jeśli tak jest faktycznie, to jak wygląda cennik? Czy użycie teleportu jest wliczane do ceny przejazdu? Czy dezintegracja, po czym złożenie kilometr dalej powoduje zderzenia? Czy jest to jakoś kontrolowane, na przykład bramkami, jak na zjeżdżalniach wodnych? Czy te bramki robią dokładnie te same firmy co od zjeżdżalni wodnych? Jest bardzo wiele powodów, dla których chciałbym pojechać do Kuala Lumpur.

Wracając do zamachów terrorystycznych, zastanawiałem się ostatnio, dlaczego tak często celem ataku są samoloty. Z tego co wiem drobiazgowe procedury bezpieczeństwa dotyczą wyłącznie lotów a nie pociągów. Tymczasem to właśnie te drugie są potencjalnie bardziej śmiertelne. W zamachu ważniejszy od statystyki wydaje się efekt psychiczny. Większość moich znajomych boi się latać. Mam podejrzenie, że terroryści chcą jakby przywłaszczyć sobie ten lęk. Powiedzieć „boisz się latać, to dlatego, bo boisz się nas”.


1/day #90

Udało się.

Planszowy plakat 20

Zgadniecie?

1/day #89

Jestem właśnie na Pyrkonie a Ci, których nie ma w naszym games Roomie niech się wstydzą i zgadują tytuł gry. Przypominam, że gra jest już spoza konkursu

Planszowy plakat 19

Czy jutro pojawi się cokolwiek na blogu? Nie wiem, ale mam nadzieję, że tak

1/day #88

Jednak zdecydowałem zrobić jeszcze jeden plakat do gry z konkursu na Grę Roku. Na Wasze życzenie :)

Planszowy plakat 18

Od jutra pojawią się plakaty gier, które nie biorą udziału w konkursie, ale niedzielny i poniedziałkowy plakat stoją pod wielkim znakiem zapytania. Dzisiaj zaczyna się Pyrkon, na którym spędzę bardzo dużo czasu – niemal 24/7 i istnieje pewne prawdopodobieństwo, że w niedzielę po powrocie nie będę miał ochoty na rysowanie :)

Przeczytajcie koniecznie, o „sukcesach” Kapustki na turnieju karcianym :)

EDIT: Mikrofon mozna też wykorzystać podczas strajków:

Strajk!

Po nieudanym zebraniu młodej lewicy Janek wracał tramwajem do domu. Rozluźnił kosztowny krawat, opadł na fotel i objął teczkę. Nie otworzył jej przez całe spotkanie. Kilkakrotnie rozpoczynał wypowiedź, ale mówił tak niewyraźnie, że wkrótce deptał go silniejszy głos. Kontynuował jeszcze chwilę, ale milknął pod naciskiem ganiących spojrzeń. Własny upór, być może nadmierny, dręczył go wyrzutem sumienia, wzmacniał szczękościsk i podnosił histeryczny ton głosu.

Tramwaj wypełniał przyjemny zapach wieczornego powietrza, które gnało ponad pustymi krzesłami i owiewało nielicznych pasażerów.  Wśród nich jeden zaniedbany staruszek zwracał szczególną uwagę. Krzyczał do urojonego słuchacza.
- Tak, tak, wszyscy odpoczywają, ale ja muszę zapierdzielać! – mężczyzna wpadł w namysł. – Mam nadzieję, że masz już na oku kogoś, do przynoszenia pieniędzy … bo ja już nie zamierzam tego dłużej robić! – Energicznie kiwał głową, jakby tłumaczył coś ważnego. Sprawiał wrażenie, że ktoś faktycznie siedzi naprzeciw i wysłuchuje pokornie.

Janek usiadł tuż za nim.
- Przepraszam, pomyślałem, że miałbym dla pana pewną propozycję pracy.
- A co by to miało być? – odpowiedział po długiej przerwie. Był okropnie brudny i przetłuszczony, ale trzeźwy. Jeśli pomysł wypali, będzie potrzebował nowego ubrania. Ostatecznie może to być garnitur z lumpeksu.
- Chciałbym, żeby odczytał pan dwie kartki w moim imieniu.
- Mogę to zrobić, czemu nie – przesadnie wzruszył ramionami i przechylił się na bok. Gestykulacja była tak wymowna, że zrozumiałby ją nawet obcokrajowiec.
- Możemy zrobić małą próbę najpierw?
- Taką, powiedzmy, za dziesięć złotych.
- Dobrze. Niech pan zachęci mnie, abym dołączył do strajku. – poprosił Janek.
- Ale niby jak?
- Może coś o namiotach …
- Mam nadzieję, że spakowałeś już śpiwór i namiot … – mężczyzna zawiesił głos, po czym kiwnął głową – bo idziemy strajkować! – Rzężąca chrypa i siwe włosy porażały specyficznego rodzaju siłą. To były słowa gotowe na wszystko i absolutnie poważne. Janek wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę. Spotkał geniusza. Zatłuszczonego, brudnego geniusza.
- A czy byłby pan w stanie przeczytać to? – Otworzył teczkę i podał tekst.
- Szanowni koledzy i przyjaciele. – Miłe zwroty nie pasowały do naturalnej pretensji mężczyzny. – Na wszystko jest czas i miejsce. – Sylabizował monotonnie.
- Wystarczy. – Janek spróbował przerwać, ale mężczyzna mówił dalej.
- W jakimś sensie odwlekaliśmy ten moment. – Łatwo było pomylić jego nieudolne czytanie, z ogromnym namysłem. Wydawało się, że wymyśla na bieżąco. Że to jego słowa. Nie przerywając wstał i huczał na stojąco. – My jednak nigdy nie zapomnieliśmy po co tu jesteśmy! – Mówił coraz płynniej. Przeszedł do początku przedziału, w miejsce, gdzie mógł widzieć twarze wszystkich pasażerów. Każdy tramwaj jest sceną, a to był całkowicie jego występ. – Nie czas na pławienie się w niby luksusie! – Spojrzał z namysłem na kilka zadziwionych osób. – Mam nadzieję, że spakowaliście już śpiwór i namiot … bo idziemy strajkować!

Janek patrzył w otępieniu jak pasażerowie wstali z miejsc. Podeszli do mężczyzny i razem wyszli na najbliższym przystanku. Odjeżdżając widział, jak podłączają się do nich kolejne osoby. Jak dochodzą do w pewnym sensie jego własnego strajku. Powietrze gnało ponad krzesłami. Janek zamknął pustą teczkę.

1/day #87

Z pomysłem na plakat do tej gry miałem najwięcej problemów. Może być trudno, ale z listą gier na pewno sobie poradzicie

Planszowy plakat 17

Listę wszystkich gier biorących udział w konkursie na Grę Roku 2010 znajdziecie na http://nagroda.gry-planszowe.pl/

Znacie Da-miana? Kapustka zna.

EDIT: Jeśli lubicie patrzeć/czytać, jak inni przegrywają, to zachęcam do przeczytania wspomnień Kapustki :)

Schody dla ludzi do góry nogami

Tata nauczył mnie grać w brydża, gdy byłem dzieckiem. Reguły są bardzo proste i łatwiejsze od wielu współczesnych planszówek. Na tym minimalnym gruncie stoi ogromna nadbudowa konwencji, taktycznych zagrywek i systemów licytacji. Widziałem kompletną instrukcję na dwóch stronach. Widziałem również trzystu stronnicową książkę o tym jak wybierać pierwszą zagrywaną kartę, co nazywane jest wistem. Wierzę, że właśnie to połączenie łatwości z głębią decyduje o ponadczasowości niektórych gier. Brydż jest na tyle trudny, na ile sami tego chcemy.

Szczęśliwie, na początku poznałem tylko zasady i nic nie wiedziałem o teoriach. Mogłem je proponować i odkrywać sam. Poszukiwanie sposobu skutecznej rozgrywki jest niezwykle przyjemne, nawet jeśli prowadzi do błędów. Do dziś bardziej od wygrywania wolę obmyślać, jak wygrywać. Zgodnie z tą hierarchią radosnego amatora, przez wiele lat grałem wśród rodziny i znajomych …pewnego dnia postanowiłem razem z tatą spróbować sił w turnieju. Zrobiliśmy to bez wcześniejszych przygotowań i zmiany nastawienia. Dlatego w sali podkowiańskiego domu kultury byliśmy jak para wariatów chodząca na głowach wśród skoncentrowanych sportowców.

Zabroniono odzywek słownych. Licytowaliśmy za pomocą kartek, które sprawiały kłopoty przy wyciąganiu. Szarpałem się z nimi, rozsypywałem bezwładnie i zrzucałem na podłogę ku przerażeniu innych. Wyraźnie czułem odmienność tego pojedynku z obcymi ludźmi, od przyjacielskich spotkań, ale nie wiedziałem jeszcze, czy mi się to zupełnie nie podoba. Gdy już opanowałem techniczne różnice, runda dobiegła końca.

W drugiej rundzie natrafiliśmy na sympatycznego mężczyznę w średnim wieku oraz podniszczoną kobietę. Podnosimy karty, licytujemy chwilę, po czym ona zwraca się do mnie z pytaniem.
- Przepraszam, co rozumiesz przez ostatnią odzywkę „dwa kier” swojego partnera? – Od kobiety buchnęło alkoholem.
- To było poparcie.
- Ale jakieś konkretne? Używacie „wspólnego języka”, czy też innego systemu licytacji?
- Nie. My licytujemy naturalnie. – szybko wyjaśnia tata.
- Proszę być cicho, pytałam syna. – Odwraca się do mnie. – A więc jakie konkretnie poparcie?
- Chyba trzy karty w kolorze kier.
- Rozumiem. Jeśli tata nie będzie miał tych trzech kierów, to wezwę sędziego! – Kobieta pomyliła nasz skrajnie amatorski poziom z próbą oszustwa.

Tata akurat posiadał obiecane trzy karty. W następnym rozdaniu awanturniczka pokazała niezwykłe umiejętności. Licytowała precyzyjnie, z piekielną łatwością rozczytywała układy, pamiętała zagrane wartości. Zastanawiałem się, w jaki sposób potrafiłaby grać na trzeźwo. Ta para ograła nas strasznie i na koniec rundy zajmowaliśmy upokarzające ostatnie miejsce. I właśnie wtedy, gdy zapaliliśmy się chęcią naprawy w ostatnim etapie, nadarzyła się do tego doskonała okazja.

Przeciwnikiem był niemrawy mężczyzna i starsza kobieta. Tata puścił mi wymowne spojrzenie, jakby to był gest podrzynania gardła ręką. Na chwilę przed pierwszym rozdaniem, staruszka chciała sprawdzić wynik. Poprosiła mnie o przeczytanie napisu, całkiem sporego, którego nie dowidzi. Przeczytałem serdecznie, po czym podekscytowany, że trafiliśmy na całkowicie niedołężną parę, odpowiedziałem tacie wymownym spojrzeniem, również jakby w geście podrzynania gardła.

Zalicytowaliśmy jak para wariatów chodząca na głowach. Oparte to było na cichym założeniu, że skoro przeciwnicy prawie nie widzą kart, możemy wpakować się w praktycznie dowolny kontrakt, który i tak ugramy. Obiecaliśmy – normalnie niemożliwy w tej sytuacji – szlemik i przystępujemy do próby. Nagle ospały mężczyzna budzi się, prostuje i koncentruje. Staruszka wyostrza wzrok. Oni tylko czekali na ten moment! Zdewastowali nas całkowicie. Pozbawili honoru.Wkopali w ziemię niczym schody, po których weszli na drugie miejsce w turnieju. I odebrali osiemdziesiąt złotych wygranej.


1/day #86

Jednak dzisiaj pojawia się plakat gry spoza konkursu. Mam nadzieję, że jutro pojawi się obiecana ostatnia gra z konkursu

Planszowy plakat 16

Plakat został przygotowany specjalnie dla Wookiego a Kapustka zaczął pisać filozoficzną książkę kucharską :)

EDIT: Przerażająca historia by Kapustka:

Da-mian

W związku z napadami szaleńca alfabetycznego policja zaleca pozostanie w domu, zabarykadowanie drzwi i okien oraz pozostanie w pobliżu działającego telefonu i broni palnej. Przestępca zamordował kolejno wszystkich mieszkańców, których imiona zaczynają się na literę A, B i C.

Szedł do dziewiętnastego Damiana tego dnia i rozmyślał nad brzmieniem słowa Da-mian. Czy chodzi o „nadać miano”? To byłoby strasznie głupie, jakby w żarcie: – pana imię i nazwisko? – imię nazwisko – proszę mnie nie przedrzeźniać – ale ja nazywam się imię nazwisko! Nie, to niemożliwe, być może Dam-ian, czyli „Jan, miłośnik dam”. Albo mężczyzna zniewieściały. W końcu przyjął, że prawidłowo będzie „ten co podaruje mi AN”. I kontemplował AN. Uwielbiał gry słowne.

Skręcił w małą uliczkę, z osiedlowym sklepikiem i codziennym miejskim gwarem. Ludzie już przywykli do wypadków i próbowali żyć normalnie. Jakże inna atmosfera panowała, gdy rozpoczynał od trzydziestu trzech Abli oraz pięćdziesięciu Abrahamów. Uznano wtedy, że w całym kraju zaatakowały zorganizowane bojówki nazistowska. W mediach rozgorzała debata o nietolerancji Polaków, za którą nastąpiły akcje policyjne oraz społeczne poparcie. Przy okazji zgładzenia wszystkich Abli oraz Abrahamów, zupełnie nieumyślnie zgładził nietolerancję.

Kilka dni radości z rzekomego rozwiązania problemu urwała mrożąca logika zabitej Ady Ejkis, Ejkowicz i Ejmond. Od tego momentu mordowanie stało się – w końcu! – wyzwaniem dla jego artyzmu. Przechodził przez barykady w przebraniu funkcjonariusza, charakteryzował się na rodzinę ofiary, udawał stolik w jej kuchni, słabszych psychicznie wykańczał silną korespondencją, silniejszych hipnotyzował, lewitował przez ich okno, przenikał przez ściany.

Wszedł na podwórko, po czym intuicyjnie skierował się na mały parking z tyłu bloku. Na kostce brukowej spotkał roztrzaskanego dziewiętnastego Damiana. Fala samobójstw rozpoczęła się po zabiciu wszystkich Bogusławów. Przekreśliło to powszechną nadzieję, że sprawcą nie jest człowiek, tylko alfabetyczna boska interwencja. Urzędnicza apokalipsa, która być może oszczędzi Bogusławów. Potem do głosu doszła akceptacja. Po dwóch latach pytanie o to, kto morduje, było tak samo ciekawe ale bezcelowe, jak pytanie skąd się bierze życie. Jego działanie weszło do kanonu zjawisk naturalnych.

Wrócił do mieszkania. Na staromodny dębowym stole rozłożył spis ludności. Przekartkował poplamione strony z sentymentem. To był jego ostatni dzień. Powoli przeglądał Abli i Abrahamów jak dziennik wyprawy. Zupełnie zatrzymał się na monstrualnych barykadach wojskowych całych miast i rozdawaniu broni cywilom. Przyśpieszył aż do Bogusławów i przeskoczył do Damianów. Przekreślił dziewiętnaście kolejnych osób i zatrzymał wzrok na dwudziestej. Na swoim imieniu i nazwisku.

Na początku realizowania planu nie przewidział momentu, gdy spotka sam siebie. Potem zezłościła go niemądro przyjęta kolejność. Lepiej było rozpocząć od Żegoty. Jednak od czasu, gdy wszedł do kanonu zjawisk naturalnych, nudził się okropnie. Ogarnęła go samotność, niczym gracza monopoly, który zbankrutował przeciwników dawno temu i teraz bezcelowo krąży po planszy od dwudziestu godzin. Wreszcie był podekscytowany. Przekreślił dwudziestego Damiana i zamknął spis ludności. Był teraz zwyczajnym kolejnym. Zrezygnował ze swoich umiejętności i tak samo jak poprzednicy otworzył okno, spojrzał poniżej, uciszył emocje i roztrzaskał się.

W związku z falą samobójstw wywołaną napadami szaleńca policja zaleca pozostanie w domu. Przestępca doprowadził do śmierci wszystkich mieszkańców, których imiona zaczynają się na litery od  A do M.


1/day #85

Mniej znany tytuł:

Planszowy plakat 15

W każdym razie ja nie grałem w tę grę. Jeszcze :P

Oops… czytelnicy RSSowi zobaczyli powyższy wpis 12h temu :)

Hurra! Kapustka powrócił!!

EDIT: Powrócił i napisał przepis:

Szarlotka

ciasto:
300g mąki
200g margaryny
200g cukru
3 żółtka
4 łyżki śmietany
szczypta soli

nadzienie:
1kg jabłek
50g cukru pudru
1 opakowanie cukru waniliowego
pół łyżeczki cynamonu
50g rodzynek

1. Przesianą mąkę, margarynę, cukier, żółtka, śmietanę, sól posiekać nożem, szybko zagnieść ciasto i włożyć do lodówki na jedną 1h.

Nieprzypadkowo przepis rozpoczyna polecenie „szybko zagnieść ciasto”. Pieczenie szarlotki, to doświadczenie duchowe, rodzaj czarnej mszy, skierowanej dla wszystkich chętnych. Aby przystąpienie do tego rytuału było łatwe, otwiera je powszechne zjawisko, naturalne dla dużych miast i przychodzące bez wysiłku – pośpiech. Jest też druga wersja przepisu, przeznaczona dla mieszkańców małomiejskich i wsi: „zagniatać starannie, aż do uzyskania jednolitej masy, puszystej i napowietrzonej”

2. Formę posmarować margaryną i oprószyć mąką.

Pierwszy punkt wiele osób realizuje łącząc składniki nożem. Z myślą o nich powstał drugi, w którym trzeba się ubrudzić. Utytłanie się margaryną to metafora naszych niemoralnych starań o lepszy byt w ciasnym i zimnym świecie podobnym do nieoprószonej foremki. Zwraca uwagę naganny wymiar czynności. Smarowanie foremki jest niemoralne, ale jednocześnie konieczne. Przy okazji możemy lepiej poznać własny charakter: miłośnicy autodestrukcji odczuwają w tym miejscu pewną przyjemność.

3. Ciasto podzielić na dwie części. Jedną rozwałkować i wylepić ciastem formę.

Bardzo trudno rozwałkować zimną i kruchą bryłę ciasta, która przeleżała dwie godziny w lodówce. Jeszcze trudniej tę cienką warstwę przenieść na spód naczynia bez rozerwania. W gruncie rzeczy chodzi o odpracowanie ciężką pracą winy, jaką ponieśliśmy przy smarowaniu foremki. Widziałem na własne oczy wiele początkujących, którzy odpadali w tej decydującej chwili. Musieli do końca życia chodzić z tłustymi palcami. Tracili pracę, partnerów, szacunek. Przerwanie rytuału na tym etapie wiąże się z ogromnymi konsekwencjami.

4. Jabłka utrzeć na grubej tarce. Połowę rozłożyć na cieście i posypać cukrem pudrem wymieszanym z cynamonem. Przykryć pozostałymi jabłkami.

Zagadkowa treść. Połowę jabłek mieszamy z przyprawami i rozkładamy, po czym przykrywamy je pozostałymi jabłkami. W efekcie przyprawa sprawia wrażenie, jakby do połowy opadła na dno. Zastanawia konsekwencja kulinarna tej sztuczki. Czy podniebienie wpierw spotka kwaśną porcję a dopiero potem, w zaskakującym następstwie smaków, cynamonową nutę? A może rozdzielenie nadzienia jest pułapką? Smakosz wchodzi na zmyłkową warstwę górną i zapada się, jakby wpadł do wilczego dołu.

5. Rozwałkować drugą część ciasta, nakryć nią jabłka. Starannie pozlepiać brzegi, ab sok z jabłek nie wyciekał w czasie pieczenia. Wierzch ciasta ponakłuwać widelcem.

Wbrew pozorom nakłuwanie widelcem nie jest takie łatwe! Szarlotka ma skłonność przywierania do sztućca, jakby wpisany magnetyzm, nawet gdy jest surowa. Aby dokonać tego starannie, trzeba wykazać się sporą agresją wobec – bądź co bądź – naszej nowej córki „Szarlotty”. Etap jest istotny, bo gęste dołki zwiększają smakowitą kruchą część ciasta, ale z punktu widzenia psychicznego – niemożliwy.

6. Wstawić do nagrzanego na 200C piekarnika i piec ok. 1h

Doszliśmy do tego miejsca poprzez zagniatanie w pośpiechu, ubabranie sie margaryną i oczyszczenie z tej winy, zagadkowy etap z podziałem jabłek i nakłuwanie własnej córki „Szarlotty”. Jest bardzo wiele wariantów na czynności 7,8, 9 ale te, musicie już odkryć sami. Wyjściem awaryjnym dla osób mało pomysłowych, jest powtarzanie kroków poprzednich w losowej kolejności. Np.

7. Ciasto podzielić na dwie części. Jedną rozwałkować i wylepić ciastem formę.


1/ day #84

Jeszcze 3 projekty gier konkursowych i zajmę się innymi grami :)

Planszowy plakat 14

Listę wszystkich gier biorących udział w konkursie na Grę Roku 2010 znajdziecie na http://nagroda.gry-planszowe.pl/

EDIT: Wielki Powrót Kapustki

Dowód

W moim domu rodzinnym było biednie i ledwo nam starczyło na podstawowe potrzeby, dlatego nie mogłem nawet pomarzyć o nowych spodniach, czy powieszeniu modnej koszuli na pustych wieszakach w szafie, dlatego wyróżniałem się bardzo w otoczeniu znajomych i choć miałem skłonność do wygłupów, były to wygłupy samotne, dlatego uwielbiałem po zajęciach wracać do domu, rozkładać mapy Europy i przenosić się do Bawarii, Austrii, ewentualnie Niemiec – Francuzów jakoś nigdy nie lubiłem szczególnie – wyobrażałem sobie, że widzę te niesamowite krajobrazy, ale jednocześnie nie lubię podróży, dlatego musiałem zostać, wiedziałem, że muszę zostać. Dlatego piję.

Na piąte urodziny mama, babcia i dwie siostry przygotowały niezwykły tort, aż serce ściskało na widok włożonej w niego pracy i wtedy chyba po raz pierwszy zrozumiałem, że jestem dla nich jedyną nadzieją na poprawienie sytuacji, dlatego we wszystkich decyzjach życiowych stałem się ostrożny i wyobrażałem sobie najgorsze scenariusze, nie wybierałem najlepszych możliwych w przypadku sukcesu, tylko te najmniej złe w przypadku porażki, dlatego do dziś zastanawiam się jakby to było gdybym spróbował zdawać do lepszej uczelni, żyć ciekawiej, być bardziej szanowany, może mieć trochę więcej pieniędzy, ale przede wszystkim być tam, gdzie moi odważniejsi znajomi, którzy – prawdę mówiąc – wcale nie zasługują na to, dlatego piję.

Od dawna marzyłem o budownictwie. Wpierw skończyłem technikum a potem chciałem zdawać na Politechnikę, ale przeraziła mnie ogromna ilość chętnych, dlatego wybrałem odbywający się w tym samym czasie egzamin na meliorację w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, dlatego gdy dostałem pracę w biurze projektowym nie lubiłem rozmawiać o uczelniach, dlatego pracowałem trochę wyobcowany, ale z ogromnym zapałem i szło mi świetnie, dlatego zostałem dostrzeżony i nawet dołączyłem do takiej „grupy od zadań specjalnych”, dlatego nie uwierzyli, gdy się przyznałem do SGGW, dlatego byłem szczęśliwy jak nigdy wcześniej, dlatego do tej pory żałuję, że zrezygnowałem z tej pracy, gdy poznałem waszą mamę, dlatego piję.

Gdy poznałem twoją mamę pojechaliśmy na pół roku za granicę, dlatego miałem problem z powrotem do zawodu, dlatego jeszcze gorzej znosiłem nasze awantury, dlatego nie mogłem wytrzymać, że znowu stałem się odpowiedzialny za budowę naszego domu, bieżące rachunki, jej niepowodzenia w pracy, dlatego lepiej było się rozstać, ale naprawdę wierzyłem, że to się jakoś musi ułożyć, a poza tym już byłeś na świecie, dlatego trwałem w tym związku dalej, samotnie, czekając na odmianę, dlatego wyglądałem obciachowo w porównaniu z jej przebojowymi znajomymi, dlatego zamknąłem się w osobnym pokoju, dlatego zacząłem pić.

Powered by WordPress | Theme: Motion by 85ideas.