Był miś, dzik, robot i inne. Dzisiaj będzie to:

tygrys

No wiecie, taki duży kot, który miauczy (sic!)

EDIT: Kapustka stworzył do rysunku epopeję, powieść, opowiastkę, bajkę, która jest bardzo zakręcona :) http://kapustka.net/?p=871

1

Bartek „tygrys” podszedł do budki ze strażnikiem.
- Witamy w laboratorium „SuperJogurt
- Eeeee, cześć, gdzie macie receptury?
Zrobiło się parno. Strażnik zatęsknił za domem. Och, jak bardzo chciał być w tej chwili w pokoiku, obok telewizorka i puszeczki piwka, a nie tutaj, naprzeciw oprycha, który przyszedł wykraść tajną recepturę dla konkurencyjnej firmy.

Tygrys instynktownie wyczuł, że nie otrzyma odpowiedzi. Ukucnął i stuknął pięścią w kamienną kostkę.
STUK
Receptury, naprawdę nie wiem
STUK
- Ale nawet gdybym wiedział…
STUK
- to nie mogę powiedzieć.
Kostka wbiła się kilka centymetrów. Tygrys włożył rękę w szczelinę i zacisnął się. Wtem powstał. Zakręcił ręką i wypuścił kamień. Kuloodporna szyba ustąpiła z zawiasów i zaatakowała ochroniarza. Z porażającą siłą docisnęła go do ścianki prowizorycznej kanciapy. I dalej, do ogrodzenia terenu i ściany sąsiadującego budynku.

2

W pracowni panowała cisza. Wtem huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec stracił przytomność. Znienacka krew siknęła z rozbitego nosa do kolby pomiarowej. Tygrys raptownie odciągnął ręce i skonstruował ze swoich rąk i nóg dźwignię. Potężnie kopnął upadającą ofiarę. W efekcie ofiara podskoczyła. W locie tygrys huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec był bardziej roztańczony, niż za swojego życia.

Potem Tygrys rzucił się na nieprzerwanie miareczkującego badacza. Położył łapę na jego udzie i zarzucił go niczym sztangę. Lekko zatoczył się do tyłu, po czym cisnął nim okrutnie. Badacz w ostatniej chwili uczepił się bluzy tygrysa, przez co zyskał nieoczekiwany moment obrotowy i szybował jak śmigło. Zwariowany człowiek-śmigło był jego największym odkryciem w całym nieudanym życiu. W locie roztrzaskał rząd biuret, firmy Hochshule za 4200zł każda, zdemolował programowalną pipetę za 12000zł i ostatecznie wbił się w klatkę piersiową asystenta za 800zł miesięcznie bez świadczeń zdrowotnych i ubezpieczenia.

- O Boże, zdemolowałeś pipetę! – rozpaczliwie krzyknąłem. Ja, czyli ostatni żyjący laborant „SuperJogurtu”.

3

Z łatwością objął całą moją głowę. Topił mnie w naczyniu testowym nr3, wypełnionym po brzegi jogurtem. Za pierwszym razem przetrzymał minutę. Myślałem, że to już koniec. Przed oczami wcale nie przemija cale życie, tylko głupie myśli. Ale dobrze, że utopię się w jogurcie a nie w wodzie. Co powie zarząd na widok asystenta ze sterczącym człowiekiem-śmigłem? Czy nie mógł wybrać naczynia nr4 z truskawkowym?

Gdy pozwolił mi się wyłowić, musiałem wyglądać jak największy miłośnik SuperJogurtu na planecie. Złapałem krótki oddech i trochę się oblizałem. Przy drugiej próbie zakrztusiłem się. To właśnie wtedy wpadłem na nasze hasło reklamowe: „nasz produkt jest tak dobry, że będziesz chciał nim oddychać”.

4

Jestem ciekaw, co bym odkrył przy trzecim zanurzeniu. Później kilka razy próbowałem sam się przytopić w poszukiwaniu natchnienia, ale bezowocnie. To nie jogurt, a nieuchronność śmierci prowokowała moje myśli.

Nagle do laboratorium wszedł uzbrojony mężczyzna. Nigdy nie widziałem kogoś tak ciężko opancerzonego. Z przodu był cały przesłonięty szybą kuloodporną, a z tyłu zabezpieczony ceglaną ścianą. Pomyślałem, że to prototypowy uniform oddziałów antyterrorystycznych. Po chwili jednak rozpoznałem, że to Pan Henryk, starszy ochroniarz pracujący na bramce naszej placówki. Zupełnie spokojny wymierzył z broni i wystrzelił bez zbędnych przemówień. Zresztą wątpię, czy mógł cokolwiek powiedzieć, tak przyciśnięty do szyby.

« »