blog edrache

1/day #62

by edrache on lut.28, 2010, under grafika

Wczoraj dowiedziałem się, że mam fanów. Dzisiaj specjalnie dla Was drodzy fani :)

małpa

Kapustce udało się “ztekstować” (przeciwieństwo zilustrowania) wpisy o projektach do Fast Call. Jestem pod wrażeniem :) Zajrzyjcie do wpisu #60.

1 Comment :, , more...

1/day #61

by edrache on lut.27, 2010, under grafika

Znacie taki świetny serwis http://www.memiary.com/. Jest to taki uproszczony pamiętnik. Wpisujecie 5 najważniejszych rzeczy, które działy się w danym dniu i tyle. Naprawdę wystarczy pięć rzeczy, żeby przypomnieć sobie cały dzień (mniej więcej). Korzystałem z tego serwisu ponad rok temu, ale znudziło mi się codzienne wchodzenie na stronę i wpisywanie. Później szukałem aplikacji na androida i nic – była tylko na iphone.

Pewnie domyślacie się, jaka będzie nowa aplikacja Skylupus, co? To zobaczcie na projekty layoutu:

memiary - okno dnia

memiary - okno tygodnia

memiary - okno miesiąca

EDIT: Gdybym wiedział do czego doprowadzi powyższy wpis, narysowałbym zupełnie coś innego. Kapustka donosi:

Szósty wpis

Michał siedział naprzeciw, biurko w biurko. Cały dzień z nim przebywałem. Był jednym z tych, co na spotkaniach nie zabierają głosu, tylko słuchają uważnie. Równy gość. Gdy potrzebowałeś pomocy, wystarczyło mu raz powiedzieć czego chcesz, a on to robił bez zbędnych wyjaśnień. Pod warunkiem, że cię lubił. Ale on lubił wszystkich, nawet Radka. Gdybym wiedział, że to idiotyczne losowanie na niego akurat wypadnie, to bym go wykluczył wcześniej. Powinno trafić na mnie, Radka, kogokolwiek.

Pracowaliśmy pierwszy raz na nowym systemie informatycznym. Nienajlepszy moment, bo w poniedziałek zawsze mamy trochę więcej zgłoszeń. Część osób dopiero wtedy powiadamia o przestępstwach, które miały miejsce w weekend. Dziwna sprawa, zupełnie jakby takie doniesienie było najlepszym możliwym początkiem tygodnia.

- Proszę pana, mój sąsiad terroryzuje ulicę Poznańską głośną muzyką.
- Rozumiem – szukałem miejsca na szósty wpis. Radek wyjaśnił, że wprowadzono ograniczenie do pięciu dziennie. Na ekranie już miałem dwa włamania oraz trzy wypadki. Pomyślałem, że zakłócanie ciszy nie będzie dziś ścigane.
- Halo, jest tam pan jeszcze?
- Tak, niestety obecnie wszystkie patrole są zajęte. Ale jeśli sprawa się powtórzy to proszę…
- Powtórzy? Przecież on to robi codziennie!
- Przykro mi, do widzenia.

Przyjęliśmy różne podejścia. Robert kierował się ilością trupów. W przypadku łagodnych zgłoszeń, gdy nie ma ofiar śmiertelnych, próbował oszacować jak niewiele brakowało. Jeśli na przykład statystycznie co druga osoba przeżyje dźgnięcie nożem, to zapisywał 0.5 trupa. Wysoko notował kierowców, którzy niebezpieczną jazdą o mały włos nie wpadli na przystanek z trzydziestoma osobami. Arytmetyczne prawo natury, silniejszy kasuje wpisy słabsze. Z kolei Michał naśladował moje rozwiązanie. Pierwszy raz je zastosowałem podczas takiej rozmowy.

- Zostałem pobity na rogu Wałbrzyskiej.
Spoglądam na wpis „Kradzież telefonu na ulicy Modrzejewskiej
- Czy było to połączone z kradzieżą
- Nie. Mój wygląd wkurzy dresów. Poleciał na mnie grad pięści i kopniaków.
- Rozumiem, zapisałem zgłoszenie „Kradzież telefonu lub pobicie na ulicy Modrzewiejeskiej lub Wałbrzyskiej”, dziękuję – na wszelki wypadek szybko odłożyłem słuchawkę.

Po kilku dniach wszyscy odnaleźliśmy się w tym nowym systemie. Co prawda poprzesuwane akcenty w ściganiu przestępczości zmieniły proporcje wykroczeń, ale w sumie świat nie zrobił się ani gorszy, ani lepszy. Radek zamykał młodych nieodpowiedzialnych kierowców a ja wysyłałem patrole na zwiady całej warszawy w poszukiwaniu kradzieży wszystkiego. Aż nastąpił ten przeklęty dzień, w którym Michał stracił wszystko.

Bardzo sporadycznie zdarza się dzień, w którym nie ma zgłoszeń. Normalnie byśmy się z tego cieszyli, ale system wymagał wprowadzania dokładnie pięciu zgłoszeń. Nie więcej, nie mniej. Pod koniec zmiany tak bardzo potrzebowaliśmy tych wpisów, że zdecydowaliśmy się sami trochę narozrabiać w mieście, możliwie nieszkodliwie. Zorganizowaliśmy to przeklęte losowanie i z zapartym tchem czekaliśmy przy słuchawkach.

Tego dnia Radek zapisał:
1. 24.75 trupów. Kradzież portfela na oczach tłumu. Sprawca uzbrojony. (25 naboi x 99% że strzeli)
2. 15 trupów. Uciekający szaleniec na czerwonym spowodował wypadek samochodowy
3. 1.5 trupa. Dwóch ochroniarzy postrzelonych w bijatyce. Sprawca nielegalnie chował się w magazynie sklepu.
4. 1 trup. Samobójstwo policjanta w cywilu.
5. 0.2 trupa. Bardzo głośne puszczanie muzyki na Poznańskiej 12.

3 Comments :, , more...

1/day #60

by edrache on lut.26, 2010, under grafika

Kolejne spotkanie z tematami do Fast Call. Pomysł Tomka i zaczyna mi się wreszcie podobać :)

główny ekran

lista nazwisk (lansuję się)

EDIT: Przed Kapustką stało nie lada wyzwanie, ale mu się udało i napisał opowiadanie inspirując się trzema wpisami #58, #59, #60. Podzielił je oczywiście na 3 części, ale ja Wam pokażę je w jednym poście :) Zapraszam:

Gryzę ramię

1

Budzik. Wczoraj Witek pewnie liczył, że będę narzekał, kwękał, cholera wie co jeszcze. A ja wypaliłem „żyję jak król”. Jego gęba, zresztą mniejsza z tym. Tak rzuciłem dla hecy. Kawa i buła z sopocką na śniadanie. W sumie, co go zdziwiło? Niech popatrzy na studenciaków, co podają żarcie za trzy zeta od godziny. Winda. Albo budowlańców, skitranych w baraku, daleko od domu. Z majstrem na głowie. Ja nie mam co narzekać.

Stoję obok skrzyżowania o wpół do siódmej. Słońce już pełne, ale wciąż mało ludzi. Ekipa porządkowa zrywa plakaty z przystanku. Mija kwadrans. Moja dostawa przyjeżdża spóźniona. Nieznoszę ludzi, co witają się na odczepnego. Ten wymamrotał „dobry”, podał mi dwa wózki i tyle. Wystarczy, żeby schrzanić najlepszy nastrój. Ciągnę na wysepkę pomiędzy pasami. Ulice ożywają.

- Proszę – wręczam gazetę. Facet nawet nie podziękował, tacy są ludzie! – Kurna ale upał, zaraz się uduszę! – zagaduję i wciskam milczącej babie. Na czerwonym świetle mruczę „Było to temu to było w maju, Bajubaj baju baj”. Podchodzi urzędas. Dzień dobry, jak zdrówko? Może chce pan … wyciągam rękę. Ale on udaje, że się na coś zagapił. Myśli, że tego nie widać? Że jestem jakimś debilem? Koleś, takie „oj, muszę się zagapić” widać na kilometr!

Przejeżdża czerwony tico. Sprawdzają, czy nie wręczam po dwie sztuki i czy w ogóle stoję. Podchodzi kobieta, patrzy wyraźnie na mnie i czeka na egzemplarz szmatławca. Pokazuję nagłówek – „religijny bankomat”, koniec świata droga pani, po prostu koniec świata. Bankomaty są bardziej wierzące od nas. – zaczynam rozmowę. Stoimy razem. – To miasto, to jeden wielki śmietnik dorzucam ale ona nie kuma. Nie kuma i nagle wybucha. Dostanę tę gazetę, czy nie!? – Nie wytrzymuję, podaję jej pogniecioną i mówię. – Trochę szacunku, głupia babo!

Nie mam co narzekać. Opróżniłem wózki i puszczam sygnał po dostawę. W międzyczasie podchodzi koleś. – Szmatławca już nie mam. Dziś chrzanili o jazzie nad Odrą. A to syf! I jeszcze ten debilny pomysł aby sądzić esbeków. Powinien mi pan dziękować, że już nie Chyba znudzony odwraca się i odchodzi.

Wracam do swej dziupli. Odsypiam kilka godzin. W kurierze wiadomość dnia: autobus został przecięty przez tramwaj. Nie ma trupa. U Graczyków komplikacje. Ewelina wygrała z rakiem. Ale gdy wracała ze szpitala, jej samochód został przecięty przez tramwaj. Cholera, o co chodzi z tymi tramwajami? Tak nimi straszą, że zaraz ocipieję! Jak tu wyjść do roboty jutro, ja przecież mam przystanek tuż obok. Uspokajam się, bo już 18:30. Otwieram warkę i nastawiam „jaka to melodia”.

Wieczorem wpadam do knajpy. Spoglądam głęboko w oczy Witkiem. Mocno ściskam dłoń. Takie przywitanie to ja rozumiem.
- Pamiętasz, co wczoraj powiedziałem?
- Że żyjesz jak król.
- Ja pieprzę, chyba się myliłem. Nienawidzę tych ludzi.
- Ale robota dobra ..
- Witek, ja dla nich jestem taką samą częścią ulicy jak kosz na śmieci.
- Oj, się przejmujesz.
Odpowiadam spojrzeniem.
- Dobra, zaskocz ich. Czego chcą?
- Gazety oczywiście.
- A ty czego?
- Żeby traktowali mnie jak człowieka.
- To chyba … musisz stać się gazetą … rozumiesz?

Witka nieźle pogięło. Siedziałem tam jeszcze chwilę. Rozmawialiśmy o Bogu.

2

Rozdawanie goździków na ulicy. Wynagrodzenie 8zł netto/h. Wymogi: komunikatywność, dyspozycyjność, uczciwość, brak alergii na kwiaty, odpowiedzialność, dobra prezencja i miła aparycja. Wykształcenie: brak lub niepełne podstawowe.

Ta robota to święto kobiet. Codzienne święto kobiet. Jestem schowany za ogromnym pękiem bezpłatnych goździków i wciskam je wszystkim, jak leci. Rutyna dawania spotyka rutynę otrzymywania. Bierz kwiatek i spadaj. Pierwszy wręczam sympatycznej kobiecie, zapewne w wakacje pojedzie nad Bałtyk, lubi kokietować i dbać o siebie. A dwudziesty wciskam komuś. Może nawet nie, może tylko mi się zdawało, że go wcisnąłem. Cholernie łatwo przywyknąć. Budzik.

Dostaję dwa wózki. Mam mało czasu. Normalnie zerkam na okładkę i tył. Tym razem czytam po całości. Zapamiętuję tytuły i co bardziej poruszające kawałki. Orka zjadła swojego trenera, dobre. Minister ma poczucie krzywdy, słabe. Banki uważniej zbadają klientów, ważne. Pielęgniarki strajkują, przewidywalne. Powtarzam. Uczę się sytuacji na zdjęciach. Siódma. Jestem gotowy na poprowadzenie tej lekcji. Lekcji z wiedzy o świecie. Stałem się pieprzoną gazetą.

Czas się rozdać. Podchodzi dwudziestoletnia dziewczyna. Bardzo powoli przybliżam pismo do jej wyczekującej ręki i strzeszczam. Patrzy jak na świra ale słucha. Podchodzą inni. Ktoś robi zdjęcie. Chichot. - Średnia miesięczna cena spotowa wynosił 78,39 euro i wciąż była ponad dwukrotnie wyższa niż średnia z, 2009 roku ukazał się nowy longplay Robbiego Williamsa, “Reality Killed The Video Star”. Dyskografię Take That zamyka krążek “The Circus”, który ukazał się 1 marca. Wtedy zagłosuje nad nią Senat Kalifornii. Jeśli tak się nie sprawdzi, to jako pierwszy będę mógł powiedzieć: cóż, stary, nie udało się. Testowaliśmy jeszcze kilku zawodników, ale na dzień dzisiejszy nie mamy wiadomości, że któryś z nich zagra w rundzie wiosennej w Cracovii.

Wypaplanie całości zajmuje około minuty. Potem odtwarzam ilustracje. Trzydziesty raz jestem orką i gryzę własne, tresera, ramię. W grupie słuchaczy wczorajszy urzędas i chłopak. I mój dostawca! Przyjechał sprawdzić czemu tak długo nie dzwonię. Nawet nie mruknął „dobry”. Zorientował się, co jest grane i chwycił za wózki. Palant. Niech je zabiera, ja ich nie potrzebuję.

Czy tak sobie to wyobrażał Witek? Pochrzaniona sprawa. Nie jestem już człowiekiem-stojakiem. Dostrzegają mnie. Odbiłem się od ludzi-przedmiotów. Od ludzi-trawników, utopionych w miejskich zielnikach. Od zaplątanych ludzi-sznurowadeł. Skundlonych ludzi-piwo, którzy cały dzień powtarzają ej koleś, daj na piwo”.

Tracę zainteresowanie. Kombinuję. Zwykłe wiadomości to za mało. Może ciekawsza będzie gazeta jutrzejsza? Przecież większość tych wydarzeń jest przewidywalna. Zaczynam szyć: – Nie należy też samodzielnie dokonywać przeróbek czy napraw takich urządzeń. Czad, czyli tlenek węgla, jest gazem powstającym w procesie ws. “seksafery” w Samoobronie skazał na pięć lat więzienia po przyznaniu się do takich sztuczek. Powtórzę więc pytanie: po co w takim razie ta awantura? Powiedziałam jedynie, co myślę. I nie żałuję. Uważam, że w końcu atakują. Black powiedziała CNN, że orki na wolności żyją w grupach rodzinnych, a samce zostają ze swoją matką na całe życie. Kiedy samica umiera, stado zazwyczaj rozpada się.

Dochodzę do sedna – Jutro na tym skrzyżowaniu doszło do tragicznego wypadku z tramwajem.

3.

Sterczą nieruchomo. Pewnie w środku poruszeni. Kurde, przeceniłem gości. Przestali chichotać i powoli trybią ostatnie słowa. Pomogę im z deka. Inaczej się uduszą od tego móżdżenia i tyle będę miał z tej publiki. – Tak, jutro na tym skrzyżowaniu wydarzył się wypadek! Przyjdźcie odpowiednio wcześniej, żeby stanąć dogodnie do gapienia. Kilka minut później będzie trudno o dobre miejsca. Zaproście znajomych. I załóżcie porządne ciuchy, będziecie przecież w głównym wydaniu kuriera.

W końcu zajarzyli. Wczorajszy urzędas rzucił pierwszy – Proszę pana, do tej pory był pan zabawny. Ale teraz to mówi pan już całkiem od rzeczy. Skoro Pan wie, co się wydarzy, to niech Pan zagra w totka! – Jego głos brzęczy jak zepsuty silnik. Może się podjarał. Cholera, mam nadzieję, bo długo z nim nie wytrzymam. Równie dobrze mogę nadstawić łeb do wydechu autobusu.

- Trochę szacunku proszę. Przecież ja z sympatii wam to opowiadam. Chcę, żebyście tę wiadomość mogli zobaczyć na żywca. A to, że się zdarzy, jest prawie pewne, bo inaczej nie będą mieli co pokazać w telewizji. Nie jestem pewien miejsca, choć czuję, co tam, jestem pewien, że tutaj! – Próbuję ich przekonać. Dostawca zakosił tylko wózki. Wciąż mam na sobie firmowe ciuchy. Pomarańczowe. Rosnę z powodu czapki. Jestem bardziej jebliwy, niż światła drogowe. – A poza tym jest całkiem spora szansa, że weźmiecie w tym udział!

– Zaraz, chcesz powiedzieć, że jutro zginiemy? – To ich wkurzyło. Nie sądzę, by kiedyś mieli takie krzywe ryje, przy czytaniu gazety. Pełny sukces, jestem kimś więcej. – Hej gościu, czemu nas straszysz? Kto dał ci do tego prawo? A może to zaplanowałeś, popaprańcu – rzucają pytania na przemian. Zagęścili wianek. Szczególnie agresywny robi się urzędas. Rozpycha łokciami i staje naprzeciw. Powtarza tym zrypanym głosem. – Dlaczego nas straszysz? – Po czym wyciąga swoje nikłe rączki, i pcha mnie! Jakbym był zagracającym przejście stojakiem. Zdumiony lecę na glebę. Odchodzą.

Obchodzą mnie udając bardzo zapatrzonych. Koleś, takie „oj, muszę się zagapić” widać na kilometr! Witka jednak popaprało. Zamiast to spokojnie rozegrać, to strzelił z takim pomysłem. Ciekawe czy on miałby odwagę. Kurna, podpuścił mnie. Interesowałem ich tylko jako oszalała Okra ludojad. Czekali aż będę gryźć ramię. I rżeli ze śmiechu.

Wstaję. Muszę odkręcić, robota nie jest zła. Kombinuję jakąś bajkę, pewnie dostawca już wszystko wypaplał. Dzwonię. – Hej, miałem dziś niezłą przygodę. Sam w to nie wierzę. Roznoszę normalnie, a tu podchodzi koleś. Wciskam mu i wypatruję następnej osoby. Ale on zaczyna opowiadać. Że ma problem z nogą, i czy mnie też może boli. Zagadaliśmy na całego. Jakoś mnie to wciągnęło, zapomniałem o świecie. Tak, zgadzam się na potrącenie pięciu dych z najbliższej wypłaty.

Odratowałem. Znowu jest dzień kobiet. Ciszę zabijam piosenkami. „Ballada z trupem, z trupem ballada/ otwieram szafę facet wypada”. Podaję kolejną garść szokujących wieści komuś. Ale spokojnie. Są okropne, ale gdzieś daleko. Spotkają Graczyka. Spadną na Grecję. Kurna, nie wiem gdzie. Nie weźmiesz w nich udziału. Raczej. Może nawet nie wręczyłem, tylko mi się zdawało. O siódmej będzie „jaka to melodia” i warka.

Nagle widzę gościa. Był wczoraj i pamięta. Student. Pewnie zacznie mnie szantażować, taki to nie ma nic do stracenia. – Dzień dobry. Już po wypadku, czy jeszcze przed? – zaczyna się pastwić. Obok tramwaj, czternastka.  Mogę pokazać, że miałem rację, ale jakoś wytrzymam. – Ej, wczoraj mnie poniosło – przyznałem. Sympatycznie spojrzał. – W sumie to było zabawne. Ja nie mam żalu. Tylko ten gość, co pchnął trochę przesadził. Muszę lecieć, do jutra!

1 Comment :, , more...

1/day #59

by edrache on lut.25, 2010, under grafika

Kolejne androidowo-skylupusowo-fastcallowe projekty. Jeszcze przez jakiś czas będę Was nimi zanudzał (i pewnie irytował wyobraźnię Kapustki ;) ). Znowu buttony do aplikacji:

orby

buttony

Koniecznie wróćcie do dnia 55dnia 56, a przede wszystkim polecam autobiograficzny tekst o Kapustce (jest nawet Lovecraft ;) )

Leave a Comment :, , more...

1/day #58

by edrache on lut.24, 2010, under grafika

Wstępne szkice nowych tematów na Skylupusowej aplikacji Fast Call. Jeszcze dużo pracy przede mną :)

01

02

03

1 Comment :, , more...

1/day #57

by edrache on lut.23, 2010, under grafika

kolejny raz ilustruję świetny tekst Kapustki. Tym razem jest to druga część trylogii kolejowej (sam ją tak nazwałem). Jak zasłużę, to może  dostanę szansę na zilustrowanie pozostałych tomów:

tom drugi

Obejrzeliście? To teraz przeczytajcie.

PRZERWA NA REKLAMĘ

koniecznie zajrzyjcie jeszcze raz do dnia #53, gdzie znajduje się relacja z pewnej sesji rpg

KONIEC PRZERWY NA REKLAMĘ

Nie dość, że dostajecie pełen tekst, to jeszcze zupełnie GRATIS!!!111 od Kapustki, jedyną w swoim rodzaju recenzję!! Zapraszam:

INFORMACJA O SPRZEDAŻY BILETÓW W POCIĄGU

Maszynista sprzedaje bilety tylko w czasie postoju pociągu.

Podróżny może nabyć bilet w pociągu tylko w/g taryfy normalnej za dodatkową opłatą oraz z ulgą 100% – bezpłatnie

Opłata dodatkowa za wydanie biletu w pociągu przez maszynistę wynosi:
w I strefie czasowej – 3.60 + 1.40 = 5
w II strefie czasowej – 4.80 + 1.20 = 6
w III strefie czasowej – 7.00 + 1.00 = 8

Uwaga! Osoby uprawnione do ulgi 100% zobowiązane są posiadać ważny bilet na przejazd. Podróżni nie posiadający takiego biletu traktowani będą jak bez ważnego biletu, ze wszystkimi konsekwencjami wynikającymi z tego tytułu.

Sprzedaż biletów wyłącznie za odliczoną kwotę, bez konieczności wydawania reszty.

Zakupiony bilet ważny jest tylko po skasowaniu w kasowniku pociągu. Maszynista może odmówić sprzedaży biletów jeżeli uzna, że zagraża to bezpieczeństwu ruchu pociągu.

Maszynista ma prawo kontroli biletów w pociągu.

O informacji o sprzedaży

Bohaterem opowiadania wydaje się być maszynista oraz jego przemiana. Z początku wydaje się czytelnikowi dość rzeczowy (sprzedaje bilety tylko w czasie postoju), po czym staje się niesympatyczny (pobiera dodatkową opłatę), aż w ostatnim zdaniu, niewątpliwie kulminacyjnym, staje się naszym jawnym wrogiem (ma prawo kontroli).

Może się wydawać, że w roli bohatera bardziej właściwe jest wskazanie postaci zbiorowej „podróżni”. Po uważnej analizie okazuje się jednak, że nie są oni wiązani z czasownikami czynnymi, tylko występują w formie bierniej – Podróżni traktowani będą – albo w formie czynności hipotetycznej – Podróżny może nabyć. Nie jest to więc sprawca wydarzeń, tylko obiekt działań Maszynisty.

Przepaść między tymi dwoma postaciami jest dramatycznie uwypuklona we fragmencie, który wyjaśnia, w jakich okolicznościach prośba o zakup będzie odrzucana: jeśli zagraża to bezpieczeństwu ruchu pociągu. Tutaj dochodzimy do zupełnie zaskakującego odkrycia, że ruch pociągu, staje się bytem samodzielnym. Przy czym, co znamienne, jest to byt słaby, któremu grozi niebezpieczeństwo. Z literackiego punktu widzenia to majstersztyk, oto bowiem w tekście pisanym stylem potocznym, imitującym zwyczajny komunikat od przewoźnika WKD, abstrakcyjne pojęcie ruchu staje się spersonifikowane!

Tekst napisano w duchu sprawozdawczo-reportażowym, w którym tradycyjnie nie występują wyszukane środki stylistyczne. Tym bardziej zwraca uwagę metafora: Podróżni nie posiadający takiego biletu traktowani będą jak bez ważnego biletu. Oczywiście, ten zabieg w bardziej zwyczajnym przekazie przyjmie postać typu: Podróżni nie posiadający takiego biletu traktowani będą jak ranny lew na łące pełnej smakowitych bawołów. Jednak takich przykładów spotykamy w literaturze ogrom i nie robią one już na odbiorcy wrażenia. Jakże nowatorskie na ich tle jest właśnie to, w którym ktoś bez biletu jest porównywanydo kogoś bez biletu.

Recenzowany utwór należy też rozpatrzeć w szerszym kontekście, jest on bowiem środkową częścią popularnej trylogii, na którą składa się: Regulamin przewoźnika, Informacja o sprzedaży biletów w pociągu i Taryfikator mandatów. Ostatnia z nich pełni szczególną funkcję, bowiem wyjaśnia zagadkowe wątki oraz szczególnie wyraźnie nadaje sens poprzednim.

Czy warto czytać? Miłośnikom nietuzinkowych metafor, personifikacji abstrakcji, nowoczesnej interpunkcji i żywego poszukiwania nowej definicji Ja-Literackie, zdecydowanie polecam. W przeciwnym wypadku proponuję pozostać przy Sienkiewiczu.

Ocena: *****


Leave a Comment :, , more...

1/day #56

by edrache on lut.22, 2010, under grafika

Był ślimak, ale okazało się, że na wyprawa na ryby mu się nie powiodła. Została więc tylko kapusta

kapusta

Smacznego

EDIT: Zachęcam do przeczytania bardzo osobistego tekstu Kapustki (wiecie, że napisał mi, że to jest prawdziwa historia??):

Start

Wnikliwi z was już odkryli, że mój avatar jest sałatą (próbuję sobie to wyobrazić w kontekście filmu Avatar). Powód: Kapusta wygląda gorzej. Samo słowo zawiera pustkę, ale również kapusia i ścianę, w formie „kapuściana”. Przyznaję, nie są to zbyt pozytywne skojarzenia. Nazwa powstała, gdy studiowałem na wydziale chemii Politechniki Warszawskiej. Przerosła mnie sympatyczna kadra, czyste odczynniki i bogate zaplecze tej uczelni. Często kładłem się na korytarzach i oznajmiałem: „A teraz wystawiam liście do słońca i fotosyntezuję. Adam Wilk w tym czasie był autobusem i otwierał drzwi. Na Polibudzie każdy czymś był. Czymś innym. Innym niż studentem.

Wybrałem jedną historię, która być może mnie definiuje.

Pewnego majowego dnia wybuchła w moim domu awantura. Nie pamiętam, co w niej było innego od sprzeczki poprzedniego dnia. Kłóciliśmy się potwornie i z małym przerwami. Pomyślałem, że życie w ciągłym stresie musi mieć swoją cenę psychiczną i jeśli pozostanę, to w jakiś sposób oszaleję. W zasadzie nie wnioskowałem aż tak racjonalnie. Ja po prostu przestraszyłem się tego, co jest za momentem, gdy nie możesz już dłużej wytrzymać.

Decyzję o wyjściu na zawsze, podjąłem w kwadrans. Spakowałem: śpiwór, nóż z małą piłą do drewna, parę kompletów bielizny, laptopa, telefon, kosmetyczkę, zapałki, polar, małą łyżeczkę, kilka groszy kieszonkowego … oraz cztery egzemplarze czasopisma Computerworld! Trudno o lepszą reklamę tego pisma.

Przypuszczacie, że zanocowałem u znajomego lub dziewczyny? Nie chciałem zaczynać samodzielności, od zalegania w czyimś mieszkaniu. Skręciłem prosto do lasu, w którym kiedyś budowałem szałasy i nocowałem w nich. Uznałem, że ten będzie musiał przetrwać dłużej, bo jeśli nie zacznę zarabiać, to zamieszkam tu na zawsze. Miałem trochę szczęścia – znalazłem potężną gałąź pozostawioną przy wycince i skróciłem ją przy użyciu piły w scyzoryku. Powiesiłem, okratowałem mniejszymi gałęziami i nałożyłem grubą warstwę świerku i leszczyny. Próbowałem naśladować przodka z czasów Bolesława Chrobrego.

Samotna noc w środku lasu jest przerażająca, ale mniej, od samotnej nocy w środku lasu i czytania Lovecrafta – co zdarzyło mi się wcześniej. Rozpaliłem ognisko. Ma on chyba większe znaczenie dla stanu ducha niż ciepła. Płomień wręcz przemawia: „wszystko będzie dobrze”. Trudniej od lęku zaakceptować twarde i nierówne podłoże. W końcu zasnąłem, płytko i z przerwami na dokładanie chrustu, ale z dala od rodziny. Telefon nie zadzwonił.

Po przebudzeniu, mimo, że cały śmierdziałem dymem, musiałem pójść do szkoły. Nie wiedziałem, co zrobić ze śpiworem, kosmetyczką i Computerworldami. Zabrałem się do kopania małego wilczego dołu. Tutaj mała rada praktyczna. Spotykając na spacerze szałas, uważajcie na rozstawione w pobliżu skrytki-pułapki.

Miałem do dyspozycji tylko małą łyżkę do herbaty. Oderwałem piętnastocentymetrowe poszycie i zacząłem dłubać pomiędzy kamieniami, korzeniami i robakami. W tamtym czasie byłem głównym architektem projektu studenckiego projektu, obejmującego czterdzieści osób i dwie uczelnie. W środku kopania schowka zadzwonił koordynator i zapytał o schemat bazy danych. Był to moment szczególny. Jedną ręką rozmawiałem o zakładaniu indeksów na tabelkach, drugą ryłem dziurę na ukrycie śpiwora. Moje ciało było łącznikiem między dwoma odległymi epokami!

Potem padało przez dwa dni. Mój nowy dom przemókł. Skrytka zamieniła się w zbiornik wody i utopiła bezcenne egzemplarze Computerworld. Podziwiam ludzi z epoki Chrobrego. Ja, następnym razem, jak będę na zawsze opuszczał dom, poszukam sobie jakieś jaskini!


3 Comments :, , more...

1/day #55

by edrache on lut.21, 2010, under grafika

Udało mi się zrobić pracę na przedłużoną bitwę na Golden Line:

ucieczka

Biedne duszki

EDIT: Tak w tym opowiadaniu Kapustki jest Pacman :)

Kurze, Pułapki

W nostalgiczne wtorkowe popołudnie, zbiliżał się do knajpy na skrzyżowaniu Puławskiej i Olszewskiej. Zdenerwowany, ugniatał spoconą ulotkę w kieszeni i wyobrażał sobie przebieg spotkania. Był przekonany, że w pewnej chwili dojdzie do trudnej decyzji. Na jednym ramieniu zdemolowanej wagi szalkowej będzie musiał położyć ratowanie świata w Ufo: Enemy Unknown, być może w trybie trudności weteran, a na drugim dokończenie ataku w dawno porzuconym Raid Over Moscow.

Wchodząc rozpoznał stęchły smak elektroniki przełomu lat osiemdziesiątych i ozonowy zapach Sinclaira ZX Spectrum. Łaknął zaśmierdłą drewnianą obudowę automatu Pac-man i duszące dyskietki 5.25’ high density kurz. Wnętrze panowało w przyjemnym półmroku. Za barem dostrzegł sylwetkę chłopaka z obsługi. Wyglądał na trochę znudzonego, ale sympatycznego.

- To miejsce to spełnienie moich marzeń!
- Naszych również.
- Boże, i ten kurz!
- Tak, dbamy o jego wysoką gęstość.
- Pacman na chodzie?
- Owszem. Biega i zjada kropki niczym ćpac-man.
- A ZX Spectrumy?
- W idealnym stanie. Zresztą każde urządzenie tutaj działa bez zarzutu, zgodnie z założeniem naszego klubu. Chcemy odtworzyć dom rodzinny obecnych trzydziestolatków. Proszę mi tylko powiedzieć jak ma na imię matka?
- Moja to Raid Over Moscow.
- Świetnie, proponuję miejsce przy ścianie, z widokiem na Puławską. Podać może jakieś ciastko?
- Z chęcią. Wezmę torcik W-Z.

Usiadł po turecku, zrobił solidny wdech i puścił kasetę. Dla pierwszych komputerów odczytanie zapisanej gry było bardzo kłopotliwe z powodu niedoskonałości taśmy. Aby dodatkowe drgania podłogi nie utrudniały tego procesu, ograniczył drobne kołysanie ciała. Starał się nie myśleć, aby pole magnetyczne mózgu nie zakłócało pracy głowicy. Trwał na wstrzymanym oddechu, aby zmiana ciśnienia nie zniekształciła taśmy. Ciekawe, czy o znaczeniu tych drobiazgów pamiętał kelner, gdy postawił talerz obok kasy.

- Deser gotowy! Dzieci! Podano do stołu!
- Zaraz!Warknął i zobaczył na ekranie komunikat błędu.

Rozdrażniony zacisnął spoconą ulotkę i spróbował ponownie. Ożywienie gry wymaga zamarcia gracza na cztery minuty. Powietrza zabrakło mu już w pierwszej, uderzył pięścią obok komputera i wrzasnął do obsługi Więcej kurzu, dajcie znacznie więcej kurzu!”. Kelner, chyba bez zdziwienia, podszedł do dyskietek 5.25’ i energicznie nimi potrząsnął. Chmura HD wypełniła klub.

Zatańczyły zeschłe paprochy jego szkoły. Przez minutę karmił się wyimkami przyjaźni. Oblepił go czerstwy pył pokoju dzieciństwa. Poczuł pulsowanie brzucha. Przez krótką chwilę podtrzymywały go jeszcze wióry kolonii w czeskiej Pradze, ale w końcu łapczywy wydech mokrego dwutlenku węgla zakończył ostatnią próbę.

Zmartwiony wstał i skosztował torciku W-Z.
- Głowa do góry. Prawdę mówiąc nikomu się nie udaje.
- Miałem nadzieję, że to nie będzie takie trudne.
- Można przypomnieć sobie awantury ze stygnącym obiadem, zobaczyć kilka paprochów, ale dokończyć Raid Over Moscow, to chyba niemożliwe.
- Czyli pierwszy raz przerwałeś mi celowo?
- Tak, ale zrobiłem to ze szczerej sympatii.
- A ci inni, którym też się nie udało … często tu przychodzą?
- Niestety zniechęcają się, przy czym każdy w trochę innym tempie.
- Ciekawe. Ciekawe jak to będzie ze mną?
- Gdybym miał się założyć, to bym powiedział, że powróci Pan za pół roku.

3 Comments :, , more...

1/day #54

by edrache on lut.20, 2010, under grafika

Tym razem odwróciliśmy z Kapustką kolejność i zilustrowałem tekst:

Fenotyp pokolenia.

Chciałem zrobić grafikę w stylu Glenn’a Jones’a :)

Widzieliście ilustrację, to przeczytajcie ococho:

1.

Podaj fenotyp pokolenia F1 samic muszki owocowej „dzikiej o czerwonych oczach, z samcami żółtymi. Odczytałem dziś po raz czwarty i pogrążyłem się w gazecie. Nie jestem najlepszym dydaktykiem, ale nikogo o tę pracę nie prosiłem. Wymień możliwe gamety niebieskookiej kobiety z daltonistą. Zauważyliście, jakie genetyka ma upodobanie na punkcie oczu?

Potem się wzburzyłem. Rudy student z drugiego rzędu wstał i podszedł. W sposób daleki od grzeczności stanął nade mną, czekając, aż przerwę lekturę i poświęcę mu uwagę. Zadał pokręcone pytanie. Odpowiedziałem mu, przypominając o pierwszym prawie Mendla. W trakcie tłumaczenia przesadnie kiwał głową, po czym usiadł, odczekał, i jeszcze raz przyszedł z tą jedną, przeraźliwie samotną szarą komórką, i zapytał o to samo!

Wyjaśniłem, tym razem z przykładami. Nagle chłopak zaatakował: „Skąd mogę wiedzieć, że tak jest? Czy Profesor jest tego pewien?”. Przez minutę myślałem, co powiedzieć. Wydaje się możliwe, że Mendel popełnił błąd. Podstawowe twierdzenia są założycielskie dla nauki, ale jednocześnie najbardziej podejrzane. Być może źle interpretujemy wyniki, ale przez przypadek ta teoria pasuje do dotychczasowych prób. Grupa podchwyciła sensację i torturowała mnie dociekaniami.

2.

W pracowni podszedłem do rzędów ze słoikami. W środku muszki dziki i normalne, sprawdzają moją doktorancką tezę, że ilość mutacji zależy od temperatury. Przeszedłem do kuchni przygotować pożywkę z mąki kukurydzianej, agaru, cukru, wody i drożdży. Nie znoszę tego.

Ze złą wiadomością odwiedził mnie promotor. Z ostatniego sprawozdania nie wynikają żadne wnioski. Zaczął się irytować, chyba zresztą słusznie, że po dwóch latach i 100 kilogramach mąki kukurydzianej wciąż tkwię na samym początku. Dowiedział się też o mojej rozmowie ze studentami, w której podważałem podstawy genetyki. Na koniec powiedział: „Naprawdę przykro mi to mówić, ale nie sprawdzasz się zarówno jako nauczyciel, jak i badacz. Poważnie zastanawiam się, dlaczego uczelnia powinna udzielać dalej ci miejsca i środków”.

Zauważyliście, jakie genetyka ma upodobanie na punkcie oczu? Szkoda, że nie widzieliście moich, w tamtej sytuacji.

3.

Wpadam do pracowni o pierwszej w nocy. Rzucam spojrzenie na naczynie z insektami. Walę pięścią w blat. Jeszcze raz. Ponownie. Zimny skurcz biegnie po ręce. Ale ulga znika już po chwili. Krzyczę na „dzika”. Ty gnido! Już ja się z tobą rozliczę. Straszę go eterem. Chcę jednak, aby był przytomny, gdy mi zapłaci, za te lata gotowania. Otwieram okno i stawiam kanalię na parapecie. Biegnę po jego ulubioną mąkę. Na jego czerwonych oczach wyrzucam ją. Z chodnika dochodzi huk pękającego opakowania.

Gwałtownie chwytam nakrętkę. Gryzę ligninę. Zlizuję watę. Podnoszę słoik z muszkami do ust i gwałtownie wciągam powietrze. Deszcz owocówek spada mi na język. Mlaszczę tak głośno, jak to możliwe. Żółte smakują lepiej, ale nie jestem pewien. Potem puszczam słoik na podłogę i przechadzam się ucieszony. W końcu siadam na blacie i beztrosko macham nogami.

4.

Przez minutę myślałem, co powiedzieć. Wydaje się możliwe, że Mendel popełnił błąd, ale musimy przecież wykazać się choćby tą odrobiną dobrej wiary. Nawet jeśli nasze wyobrażenie o genetyce jest całkiem mylne, ale przypadkiem pozwala na praktyczne zastosowania, to nie ma powodu do zmartwień.

5.

W pracowni podszedłem do rzędów ze słoikami. W środku muszki „dziki” i normalne, sprawdzają moją doktorancką tezę, że ilość mutacji zależy od temperatury. Przeszedłem do kuchni przygotować pożywkę z mąki kukurydzianej, agaru, cukru, wody i drożdży. Nie znoszę tego.

Ze złą wiadomością odwiedził mnie promotor.

Leave a Comment :, , more...

1/day #53

by edrache on lut.19, 2010, under grafika, mobilne

Kiedyś razem z Tomkiem zrobiliśmy na Androida aplikację łączącą się z serwisem Boardgamegeek. Od jakiegoś czasu próbujemy ją zaktualizować. Dzisiaj pokażę Wam projekt ekranu gry:

ekran gry

Jestem ogromnie ciekawy co Kapustka wykombinuje teraz :D

Wykombinował :) Poniższy tekst przypomina mi dawne sesje rpg, kiedy byłem MG, ha!

Role-ta

- Drodzy poszukiwacze przygód, w naszej wiosce mieszkają uczciwi, pracowici ludzie. Całe dnie w poświęceniu uprawiają ziemię i dopatruję zwierząt. Niestety, ostatnio w pobliskie góry sprowadzili się bandyci. Oddamy dosłownie wszystko, w zamian za pomoc.
- Coś dziwnie gada ten staruszek. Skoro zamierza przekazać nam wszystko, to jaką mu robi różnicę, czy to my go zrujnujemy, czy ktoś inny? – Krzysiek zapytał Dorotę i Michała.
- Może nas po prostu straszliwie polubił?
- A ja uważam, że powinniśmy bacznie obserwować sytuację. Może faktycznie przekaże nam całą wioskę. A może to była tylko przenośnia, i wtedy go dorwiemy i zabijemy!
Mistrz gry podjął wątek trochę smutniejszy:
- Musicie wiedzieć jeszcze jedną rzecz. Ci bandyci to zjawy chaosu.
- To wprost znakomicie! Chcemy zaliczkę.
- Staruszek z chęcią wam zapłaci, ale dopiero gdy wykonacie choćby część zadania. Po rozmowie jego służący odprowadza was do jedynej karczmy w mieście.
- Ja jeszcze nie skończyłem, chciałem z nim porozmawiać o literaturze krasnoludzkiej!

- Wnętrze jest skromne, ale zadbane. Na środku stoją złączone ławy, trzech tubylców popija piwo w narożniku. Podchodzi karczmarz.
- Chcę porozmawiać o literaturze krasnoludzkiej!
Mistrz gry nieudolnie oddaje zdziwienie właściciela gospody. A może to jego własne, którego nie dał rady powstrzymać.
- Michał cicho!
- Właśnie tu przybyliśmy i jesteśmy ciekawi, co znajduje się w tej okolicy?
- Mamy tu znakomitego płatnerza, żołnierzy chaosu w górach, ten zajazd i kilkanaście domów.
- Ha! Prawdę mówiąc właśnie na to liczyłem. Nie mają tu ani jednego salonu prasowego!
- Ani fryzjera.
- Potrzebujemy załatwić siedzibę na nasz biznes.
- Teraz jesteście tak bardzo zmęczeni, że myślicie tylko o tym, aby poprosić o pokój.
- Ja nie jestem śpiący!
- Zapada noc. Zasypiacie na podłodze sali. Wszyscy macie dziwny sen, w którym …
- Ale ja nie jestem śpiący!
- … W którym zakuty w stal rycerz chaosu pochyla się nad wami i zamachuje toporem. Po przebudzeniu ogarnia was poczucie misji do spełnienia.

- Musimy zdobyć jakiś lokal na naszą działalność.
- Ile mamy pieniędzy?
- Kika srebrnych talarów. Starczy na zakupy u płatnerza. – Szacuje Mistrz Gry.
- Więc napadamy na najbliższą posiadłość
- Albo nie, czekaj, mam lepszy pomysł, wracamy do staruszka.
- Witam was ponownie, poszukiwacze przygód. Jak idzie zadanie?
- Świetnie, ale porozmawiajmy o czymś innym. Przyszliśmy w sprawie tej zaliczki.
- Czy zrobiliście postępy?
- Tak! tak! Przyśnił nam się okropny sen. Wiemy już prawie na pewno, że przeciwnik ma stalowe zbroje i topory.
Mistrz gry wpada na nowy pomysł
- W wyniku rozmowy otrzymaliście posiadłość na kilka dni. Służący odprowadza was do niewielkiego budynku i wręcza klucze.

- Chcę zacząć od dziś. Salonik prasowy zorganizuję trochę później, na początek łatwiej będzie zaoferować doradztwo finansowe
- I ubezpieczenia.
- A ja poprowadzę treningi asertywności.
- Przez połowę dnia sprzątacie. Wykuwacie prowizoryczny szyld i przestawiacie kilka mebli, znalezionych w środku. Gdy skończyliście dobiega z gór przerażający krzyk. Po chwili wbiega wojownik chaosu.
- Hura! Pierwszy klient!
- Witamy, witamy, czy mogę zaproponować porady w zakresie zarządzania skarbami.
- Bestia spogląda na Krzyśka, po czym tłucze szybę, zrywa szyld i tnie stół, który pracochłonnie odnawialiście
- Hej zaraz …
- Ej, to nie było zbyt asertywne, kanalio chaosu! Na szczęście mogę cię nauczyć, jak być stanowczym i miłym jednocześnie.
- Intruz napada na Dorotę i odcina jej głowę.
- Chwileczkę, przecież …
- Drugim zamachem powala Krzyśka

W stronę Mistrza gry lecą paluszki i kubki. Krzysiek przypomina sobie, że posiada jeszcze trzy punkty przeznaczenia, które powinny go uratować. Dorota wychodzi obrażona. Cieszy się jedynie Michał, bo jako jedyny przeżył i dopisał do karty postaci kilka punktów doświadczenia.

4 Comments :, , more...

Szukasz czegoś konkretnego?

Skorzystaj z poniższego formularza:

Jeżeli nadal nie udało CI się znaleźć - daj znać