Kolejny plakat gry biorącej udział w konkursie na Grę Roku 2010:

Planszowy plakat 02

Jeśli nie macie pojęcia co to za gra, zajrzyjcie na http://nagroda.gry-planszowe.pl/ i podajcie swoje propozycje w komentarzach. Pewnie pierwsza osoba zgadnie :)

Pojawiły się aż 2 nowe teksty Kapustki (jeden o poniższej ośmiornicy)!!!!11111jedenjeden #69 oraz #70

Zapomniałbym o tapetach. Na życzenie ośmiornica w różnych rozmiarach:

1024×768
1280×800
1280×1024
1920×1200

EDIT: Kapustka napisał tekst o tym, jak przyjemnie mu się grało w Battlestar Galacticę i przez przypadek tekst dopasował się do powyższej grafiki. Ciekawe co wymyśli, jak zrobię plakat do Battlestara ;)

Wilkołak

1

Drugi raz idę na obiad do „kebabowni”. Dobrze, że odkryłem chociaż to miejsce, gdy znakomicie gotujący Syryjczyk Hassan przeprowadził się na warszawską Sadybę i pozostawił w okolicy tylko Mc Donalds i upiorny bar Ornak „niekoniecznie świeżo, ale tłusto”. W kebabowni obsługuje sympatyczna dziewczyna. Podchodzę.
- Czy nie będzie problemu z tą przyniesioną puszka coli?
- Oj nie, u nas z własną puszeczką nie wolno.
Opuszczam wzrok i speszony układam słowa wyjaśnień. Ponieważ nie sprzedają tego napoju, to chyba nic złego nie robię. Dziewczyna odzywa się ponownie, rozweselona i uśmiechnięta – Ja tylko żartowałam!- Siadam i pożeram talerz kurczaka z frytkami w ostrym sosie, trochę zły, że nie poznałem się na dowcipie.

2

Po pracy biegnę na umówioną partię gry planszowej Battlestar Galactica w nowym gronie.
- Gracze są tajemnie rozdzielani. Celem ludzi jest przeżycie, celem Cylonów jest śmierć ludzi.
- A Cyloni nie boją się śmierci? – pytam, gdy okazuje się, że zwyciężą nawet, jeśli wybuchną.
- Nie, ponieważ oni się regenerują.
- Czyli pewnie nie czytają książek kryminalnych, bo nie działa reguła Agaty Christie: „nic tak nie ożywia powieści jak kolejny trup”.
- Fikcja literacka ich nie interesuje, bo cały czas wyobrażają sobie, że są gdzieś indziej.
- Jesteśmy teraz w biurze po godzinach.
- A Cylon będzie widział, przykładowo, plażę.
- Pewnie wyjaśnienie, dlaczego nie wpada na ściany i meble, zostało w serialu dziwnie przemilczane? – Nie dostaję odpowiedzi.

Wybieram postać Toma Zereka. Na zdjęciu wygląda jak pracownik miejskich zakładów kanalizacji. Dopowiadam sobie, że latami pracowałem jako mechanik, potem w administracji, aż po wielu intrygach zostałem wiceprezydentem. Teraz mam tylko jeden cel: prezydentura. Odgrywam rolę z entuzjazmem. Wygłaszam przemowy, oskarżam decyzje obecnego przywódcy, agituję, błagam i zastraszam. Kilka razy ogłaszam wybory, na które tracimy cenne surowce. To ważne. Gram jako Cylon, ale nie sposób mnie odróżnić od świra. Idealny kamuflaż.

Mija trzecia godzina, a zapowiada się na drugie tyle. Słabnę i ziewam. Inni to dostrzegają. Nabierają podejrzeń, że przycichłem, bo jestem zdrajcą. Źle się czuję. Brakuje powietrza. Następuje szczęśliwa runda dla ludzi. Podobno nigdy nie wygrali. Omdlewam na krzesło. Duszno, jakby ktoś przywalił mi w brzuch i powtarzał uderzenie, gdy tylko odzyskam oddech. Zdesperowany wstaję – Czuję się okropnie i widzę biały tunel, ale spróbuję dotrwać. Pójdę do otwartego okna na korytarzu. – Padam na parapet i czekam trzydzieści minut na swoją kolejkę. I następne cztery.

Cały blady dzwonię do Gosi o dwudziestej trzeciej. Zauważyliście jak oszczędzamy słowa w chwili wyczerpania? Znikają formy grzecznościowe, wątpliwości i opisy. Przekazuję dyrektywy.  W tym sensie zostałem prezydentem.
- Bardzo źle się czuję.
- Gdzie jesteś? Jeszcze gracie? Przyjechać po Ciebie?
- Muszę wrócić do domu – jęczę jak postrzelony żołnierz daleko od ojczyzny. Dobiegają mnie dźwięki zakończonej rozgrywki. Kończę rozmowę. Wracam i wydaję kolejne dwa rozporządzenia – Czy ktoś jest samochodem? … Czy możemy jechać, TERAZ?

Chwilę później wlokę nogami przez bramę. Nagle schnie mi w gardle i mdli. Strzelam pawia, po czym przerażony chowam się do zsypu, gdzie padam na kolana, wyciągam ręce, wyglądam jak pies i rzygam dalej. Uderzają mnie trzy spostrzeżenia. Pierwsze, że ten dziwny kaszel, który czasem słyszę w nocy na ulicy, to nie kaszel jest. Drugie, że właśnie odkryłem neo-awangardowe wcielenie wilkołaka, za dnia całkiem normalnego, ale o północy wstaję do życia, jako pies pod oknem sąsiada. Trzecie, że „kebabownia” odpada – z puszką, czy bez.


« »