Z pomysłem na plakat do tej gry miałem najwięcej problemów. Może być trudno, ale z listą gier na pewno sobie poradzicie
Listę wszystkich gier biorących udział w konkursie na Grę Roku 2010 znajdziecie na http://nagroda.gry-planszowe.pl/
Znacie Da-miana? Kapustka zna.
EDIT: Jeśli lubicie patrzeć/czytać, jak inni przegrywają, to zachęcam do przeczytania wspomnień Kapustki
Schody dla ludzi do góry nogami
Tata nauczył mnie grać w brydża, gdy byłem dzieckiem. Reguły są bardzo proste i łatwiejsze od wielu współczesnych planszówek. Na tym minimalnym gruncie stoi ogromna nadbudowa konwencji, taktycznych zagrywek i systemów licytacji. Widziałem kompletną instrukcję na dwóch stronach. Widziałem również trzystu stronnicową książkę o tym jak wybierać pierwszą zagrywaną kartę, co nazywane jest wistem. Wierzę, że właśnie to połączenie łatwości z głębią decyduje o ponadczasowości niektórych gier. Brydż jest na tyle trudny, na ile sami tego chcemy.
Szczęśliwie, na początku poznałem tylko zasady i nic nie wiedziałem o teoriach. Mogłem je proponować i odkrywać sam. Poszukiwanie sposobu skutecznej rozgrywki jest niezwykle przyjemne, nawet jeśli prowadzi do błędów. Do dziś bardziej od wygrywania wolę obmyślać, jak wygrywać. Zgodnie z tą hierarchią radosnego amatora, przez wiele lat grałem wśród rodziny i znajomych … aż pewnego dnia postanowiłem razem z tatą spróbować sił w turnieju. Zrobiliśmy to bez wcześniejszych przygotowań i zmiany nastawienia. Dlatego w sali podkowiańskiego domu kultury byliśmy jak para wariatów chodząca na głowach wśród skoncentrowanych sportowców.
Zabroniono odzywek słownych. Licytowaliśmy za pomocą kartek, które sprawiały kłopoty przy wyciąganiu. Szarpałem się z nimi, rozsypywałem bezwładnie i zrzucałem na podłogę ku przerażeniu innych. Wyraźnie czułem odmienność tego pojedynku z obcymi ludźmi, od przyjacielskich spotkań, ale nie wiedziałem jeszcze, czy mi się to zupełnie nie podoba. Gdy już opanowałem techniczne różnice, runda dobiegła końca.
W drugiej rundzie natrafiliśmy na sympatycznego mężczyznę w średnim wieku oraz podniszczoną kobietę. Podnosimy karty, licytujemy chwilę, po czym ona zwraca się do mnie z pytaniem.
- Przepraszam, co rozumiesz przez ostatnią odzywkę „dwa kier” swojego partnera? – Od kobiety buchnęło alkoholem.
- To było poparcie.
- Ale jakieś konkretne? Używacie „wspólnego języka”, czy też innego systemu licytacji?
- Nie. My licytujemy naturalnie. – szybko wyjaśnia tata.
- Proszę być cicho, pytałam syna. – Odwraca się do mnie. – A więc jakie konkretnie poparcie?
- Chyba trzy karty w kolorze kier.
- Rozumiem. Jeśli tata nie będzie miał tych trzech kierów, to wezwę sędziego! – Kobieta pomyliła nasz skrajnie amatorski poziom z próbą oszustwa.
Tata akurat posiadał obiecane trzy karty. W następnym rozdaniu awanturniczka pokazała niezwykłe umiejętności. Licytowała precyzyjnie, z piekielną łatwością rozczytywała układy, pamiętała zagrane wartości. Zastanawiałem się, w jaki sposób potrafiłaby grać na trzeźwo. Ta para ograła nas strasznie i na koniec rundy zajmowaliśmy upokarzające ostatnie miejsce. I właśnie wtedy, gdy zapaliliśmy się chęcią naprawy w ostatnim etapie, nadarzyła się do tego doskonała okazja.
Przeciwnikiem był niemrawy mężczyzna i starsza kobieta. Tata puścił mi wymowne spojrzenie, jakby to był gest podrzynania gardła ręką. Na chwilę przed pierwszym rozdaniem, staruszka chciała sprawdzić wynik. Poprosiła mnie o przeczytanie napisu, całkiem sporego, którego nie dowidzi. Przeczytałem serdecznie, po czym podekscytowany, że trafiliśmy na całkowicie niedołężną parę, odpowiedziałem tacie wymownym spojrzeniem, również jakby w geście podrzynania gardła.
Zalicytowaliśmy jak para wariatów chodząca na głowach. Oparte to było na cichym założeniu, że skoro przeciwnicy prawie nie widzą kart, możemy wpakować się w praktycznie dowolny kontrakt, który i tak ugramy. Obiecaliśmy – normalnie niemożliwy w tej sytuacji – szlemik i przystępujemy do próby. Nagle ospały mężczyzna budzi się, prostuje i koncentruje. Staruszka wyostrza wzrok. Oni tylko czekali na ten moment! Zdewastowali nas całkowicie. Pozbawili honoru.Wkopali w ziemię niczym schody, po których weszli na drugie miejsce w turnieju. I odebrali osiemdziesiąt złotych wygranej.



Dominion?
[Translate]
Osadnicy z Catanu – gra karciana?
[Translate]
Szept, gratulacje! Myślałem, że będę musiał podpowiadać
[Translate]
[Translate]