Archiwum tagów: kapustka


1/day #68

Kolejna ilustracja do opowiadania Kapustki. Ilustrowanie tekstów sprawia mi niesamowitą przyjemność :)

Wysadzenie mostu w Tomaszowie

Zajrzyjcie koniecznie do poprzednich wpisów i przeczytajcie teksty Kapustki: #62#63

Wysadzenie mostu w Tomaszowie

Tomek wszedł do sklepu i bez rozglądania skręcił w stronę regału. Zrobił kilka kroków, przykucnął i chwycił cztery paczki muru pruskiego w skali 1:72. Odwrócił się w stronę kasy i zatrzymał. Zobaczył nową osobę. Zagubioną w pierwszym dniu pracy. Jej niepoukładane czarne włosy spadały na dziewczęce ramiona. Rozczuliła go ta niewinność obok półek z miniaturowymi czołgami. Było coś niezwykłego w życzliwości, z jaką patrzyła na żołnierzy Africa Corps. Wyrozumiałości do piątej pancernej. Czułości do PzKpfw V Pantery. Tomek ucieszył się na jej widok i podszedł. Pomyślał, że ona zawsze wygląda, jakby właśnie przed chwilą wstała. Że jest chodzącym porankiem.

Miał już coś powiedzieć, ale tylko wymienili spojrzenie. Uśmiechnął się i skrępowany oznajmił zasadniczo – Ja tylko te cztery ścianki. – Zdawał sobie sprawę ze swojej nieporadności i krępowało go to jeszcze bardziej. Nerwowym szarpnięciem spakował zakupy i w chwili płacenia powiedział – O rany, czuję się jakbym był w skali 1:300. – Gdy wracał dostał napadu śmiechu na widok napisu w autobusie „po usłyszeniu sygnału nie wchodzić.

Wrócił do pracowni. Razem z Robertem składali makietę wysadzenia mostu w Tomaszowie Mazowieckim podczas drugiej wojny światowej.
- Słuchaj, co się wydarzyło!
- Przyjechała już dostawa katiuszy?
- Nie, to co innego. Jest nowa sprzedawczyni w sklepie!
- Ooo. Fajna?
- Powiem szczerze, stary, ona jest boska!
- Rozmawiałeś z nią? Pewnie uważa, że bagnet to rodzaj czapki
- Nie dałem rady.
- A kupiłeś wszystko?
- Zapomniałem farbek.
- No to dziś dokończę tylko przęsła.

Przy pracy dogadywali się bez słów. Tomek był bardzo spokojny i opanowany. Dlatego wycinał, kleił i organizował. W porównaniu z nim, Robert był świrem. Lubił malować zamaszystymi ruchami, obsypywać scenerię imitacją trawnika i doczepiać dym z waty. Przy trzeciej makiecie realistycznie odtworzył palący się czołg. Wypakował go zapałkami, przygasił światła i podłożył ogień. Po tym wydarzeniu na pewien czas się pokłócili.

O ósmej wieczorem rozbolały ich plecy od ciągłego pochylenia. Wyszli pochodzić po mieście. Leniwie spacerowali w niekrępującej ciszy. Tomek zamknął się w myślach o chodzącym poranku. Chciał ją mieć blisko i podziwiać, jak makietę obrony Poczty Gdańskiej. Odgadywał sposób, w jaki odczytała jego głupie słowa „czuję się jak w skali 1:300”. Czy to zabrzmiało jak użalanie? A może przesadna pewność siebie?

Robert wpadł na szalony pomysł, aby zainscenizować dwutygodniowy ostrzał artyleryjski przystanku PKS. – A tutaj wybucha osiemdziesiątka zapalająca – krzyknął i rzucił się na trawę. Wyrywał ją garściami a potem podpalał rozkład jazdy na oczach starych znajomych. Gdy jeden z nich powiedział, że to przesada, Robert zaczął go przedrzeźniać. Powtarzał każde jego słowo i gest, ku rozbawieniu innych. Na koniec spostrzegł siedzącego Tomka, uśmiechniętego do swoich myśli. Wtedy rzucił – stary musisz mi ją w końcu pokazać! Idziemy tam jutro razem.

Wizytę zaplanowali jak działania wojskowe. W pierwszym planie Tomek chowa się za pułkami i obserwuje do woli, podczas gdy Robert odwraca uwagę. Poprawiona wersja zakładała, że Robert przewróci półkę i zrobi bałagan, aby Tomek mógł nieoczekiwanie przyjść z pomocą w sprzątaniu.

Weszli do sklepu. Tomek z trudem opanował chęć ucieczki i odwrócił się do regału. W przeszklonym odbiciu próbował dostrzec jej fantazyjne włosy, w których zaplątywał się niezliczoną ilość razy, jej drobną figurę, którą obejmował i tulił. Nie słyszał rozmowy przy kasie, ogłuszał go własny puls. W tym czasie Robert, uradowany całą sytuacją, podszedł i powiedział:
- Cześć. Pomyślałem, że może byśmy gdzieś wyskoczyli. Ty i ja. Na przykład jutro, jak skończysz pracę. Co ty na to?


1/day #49

Był miś, dzik, robot i inne. Dzisiaj będzie to:

tygrys

No wiecie, taki duży kot, który miauczy (sic!)

EDIT: Kapustka stworzył do rysunku epopeję, powieść, opowiastkę, bajkę, która jest bardzo zakręcona :) http://kapustka.net/?p=871

1

Bartek „tygrys” podszedł do budki ze strażnikiem.
- Witamy w laboratorium „SuperJogurt
- Eeeee, cześć, gdzie macie receptury?
Zrobiło się parno. Strażnik zatęsknił za domem. Och, jak bardzo chciał być w tej chwili w pokoiku, obok telewizorka i puszeczki piwka, a nie tutaj, naprzeciw oprycha, który przyszedł wykraść tajną recepturę dla konkurencyjnej firmy.

Tygrys instynktownie wyczuł, że nie otrzyma odpowiedzi. Ukucnął i stuknął pięścią w kamienną kostkę.
STUK
Receptury, naprawdę nie wiem
STUK
- Ale nawet gdybym wiedział…
STUK
- to nie mogę powiedzieć.
Kostka wbiła się kilka centymetrów. Tygrys włożył rękę w szczelinę i zacisnął się. Wtem powstał. Zakręcił ręką i wypuścił kamień. Kuloodporna szyba ustąpiła z zawiasów i zaatakowała ochroniarza. Z porażającą siłą docisnęła go do ścianki prowizorycznej kanciapy. I dalej, do ogrodzenia terenu i ściany sąsiadującego budynku.

2

W pracowni panowała cisza. Wtem huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec stracił przytomność. Znienacka krew siknęła z rozbitego nosa do kolby pomiarowej. Tygrys raptownie odciągnął ręce i skonstruował ze swoich rąk i nóg dźwignię. Potężnie kopnął upadającą ofiarę. W efekcie ofiara podskoczyła. W locie tygrys huknął miękką wewnętrzną częścią dłoni w nos. Naukowiec był bardziej roztańczony, niż za swojego życia.

Potem Tygrys rzucił się na nieprzerwanie miareczkującego badacza. Położył łapę na jego udzie i zarzucił go niczym sztangę. Lekko zatoczył się do tyłu, po czym cisnął nim okrutnie. Badacz w ostatniej chwili uczepił się bluzy tygrysa, przez co zyskał nieoczekiwany moment obrotowy i szybował jak śmigło. Zwariowany człowiek-śmigło był jego największym odkryciem w całym nieudanym życiu. W locie roztrzaskał rząd biuret, firmy Hochshule za 4200zł każda, zdemolował programowalną pipetę za 12000zł i ostatecznie wbił się w klatkę piersiową asystenta za 800zł miesięcznie bez świadczeń zdrowotnych i ubezpieczenia.

- O Boże, zdemolowałeś pipetę! – rozpaczliwie krzyknąłem. Ja, czyli ostatni żyjący laborant „SuperJogurtu”.

3

Z łatwością objął całą moją głowę. Topił mnie w naczyniu testowym nr3, wypełnionym po brzegi jogurtem. Za pierwszym razem przetrzymał minutę. Myślałem, że to już koniec. Przed oczami wcale nie przemija cale życie, tylko głupie myśli. Ale dobrze, że utopię się w jogurcie a nie w wodzie. Co powie zarząd na widok asystenta ze sterczącym człowiekiem-śmigłem? Czy nie mógł wybrać naczynia nr4 z truskawkowym?

Gdy pozwolił mi się wyłowić, musiałem wyglądać jak największy miłośnik SuperJogurtu na planecie. Złapałem krótki oddech i trochę się oblizałem. Przy drugiej próbie zakrztusiłem się. To właśnie wtedy wpadłem na nasze hasło reklamowe: „nasz produkt jest tak dobry, że będziesz chciał nim oddychać”.

4

Jestem ciekaw, co bym odkrył przy trzecim zanurzeniu. Później kilka razy próbowałem sam się przytopić w poszukiwaniu natchnienia, ale bezowocnie. To nie jogurt, a nieuchronność śmierci prowokowała moje myśli.

Nagle do laboratorium wszedł uzbrojony mężczyzna. Nigdy nie widziałem kogoś tak ciężko opancerzonego. Z przodu był cały przesłonięty szybą kuloodporną, a z tyłu zabezpieczony ceglaną ścianą. Pomyślałem, że to prototypowy uniform oddziałów antyterrorystycznych. Po chwili jednak rozpoznałem, że to Pan Henryk, starszy ochroniarz pracujący na bramce naszej placówki. Zupełnie spokojny wymierzył z broni i wystrzelił bez zbędnych przemówień. Zresztą wątpię, czy mógł cokolwiek powiedzieć, tak przyciśnięty do szyby.

Powered by WordPress | Theme: Motion by 85ideas.