blog edrache

Tag: wektory

1/day #72

dodany przez edrache mar.10, 2010, w kategoriach grafika, planszówki

Kolejny plakat gry biorącej udział w konkursie na Grę Roku 2010:

Planszowy plakat 02

Jeśli nie macie pojęcia co to za gra, zajrzyjcie na http://nagroda.gry-planszowe.pl/ i podajcie swoje propozycje w komentarzach. Pewnie pierwsza osoba zgadnie :)

Pojawiły się aż 2 nowe teksty Kapustki (jeden o poniższej ośmiornicy)!!!!11111jedenjeden #69 oraz #70

Zapomniałbym o tapetach. Na życzenie ośmiornica w różnych rozmiarach:

1024×768
1280×800
1280×1024
1920×1200

9 Comments :, , , , więcej...

1/day #71

dodany przez edrache mar.09, 2010, w kategoriach grafika

Kojarzycie takie bardzo proste, infograficzne plakaty filmowe (niestety nie mogę ich teraz znaleźć, ale na pewno później podam link). bardzo chciałem zrobić coś takiego, ale nie chciałem powtarzać filmów. Postanowiłem więc, że zabiorę się za plakaty do planszówek. Akurat tak się składa, że ruszyło głosowanie na Planszową Grę Roku 2010, więc zabieram się za kandydatów do tego tytułu. Na pewno nie zrobię wszystkich, może tylko kilka, ale zabawa jest z tym świetna :) Poza tym mam pewne zlecenie na głowie :P

Arkham Horror

W tym wypadku podałem tytuł, ale może chcecie zgadywać? :)

Przeczytajcie też nowy tekst Kapustki, koniecznie!

EDIT: Linki do minimalistycznych plakatów:
http://opium.org.pl/2010/02/18/plakaty-ibraheema-youssefa/
http://opium.org.pl/2010/03/09/plakaty-swobody/
http://www.flickr.com/photos/ollym/sets/72157607801959609/detail/

1 Komentarz :, , , , więcej...

1/day #70

dodany przez edrache mar.08, 2010, w kategoriach grafika

Nie, nie będzie 8-omarcowego wpisu. HA!

Zbliża się Pyrkon i Games Room potrzebuje plakatów. Na razie tylko szkic, bo koncepcja może się jeszcze bardzo zmienić:

plakat Games Room - bardzo wczesny szkic

Koniecznie przeczytajcie tekst Kapustki o WoWie.

EDIT: Tekst Kapustki o Nim i o Niej:

Jednak wejdę po schodach

On

Jest jakiś powód, dla którego wiatr to symbol szaleństwa. I jestem pewien, że gdy w domu wariatów huczy przeciąg i pęd tego, co niewidoczne, pensjonariusze wpatrują się podekscytowani, jak w telewizor z ostatnimi minutami meczu naszej reprezentacji z ich reprezentacją.

Gnam na rowerze w parny dzień. Na horyzoncie kłęby burzy. W środku kłęby wspomnień. Gdybym był okropnie bogaty, tak nieskończenie, że ja, moje bogactwo i zachcianki stały by się układem trójstronnym mistrza świata, stołu tenisowego i amatorskiego gracza, stanąłbym przed wyborem. Mógłbym przekazywać wszystko biednym i potrzebującym, a następnie odkupowałbym te przedmioty i przekazywał je ponownie. Albo zapraszałbym swoich ekscentrycznych znajomych na pokazy podpalanych willi. Kilkunastominutowy pokaz light and sound czerniejących Rembrantów.

Ale z drugiej strony, to może tylko wyobrażenie. Bardziej obawa przed wariantem samego siebie, niż prawdziwy wybór. W tej chwili nie mógłbym zniszczyć nawet tego roweru. Aż tego roweru, który oparłem pod drzewem, przywiązałem solidnie łańcuchem i pozwoliłem mu patrzeć, jak wspinam się po pniu. Podejrzewam, że jest przerażony. Jak eko-wojownik mimo woli. Bardzo mu współczuję. Żeby zaimponować miliarderom mogę napoić benzyną salon Stainway and Sons, ale rowerek zawsze pozostawię.

Ona

Nie odwiedzałam mamy już trzy tygodnie. Ucieszona, rzucam się w ramiona jak mała dziewczynka, po czym wchodzimy do jasnej kuchni z niesamowitą panoramą i przez kilka minut wybieramy rodzaj herbaty. Rodzice wyglądają na tak niesamowicie zgraną parę. Zazdroszczę im. Mimo tylu lat trzymają się razem, chyba na tyle blisko, na ile to możliwe.

- Wciąż prowadzicie muzeum córki? – wracam do starego tematu.
- Kochanie, chcemy żebyś zawsze mogła wrócić.
- A będziecie płacić kieszonkowe jak dawniej, czy większe?
- Znacznie większe, z biletów do muzeum odłożyliśmy pokaźne oszczędności – mówi uradowany tata i chwyta pierwszą lepszą earl grey.

On

Słyszę jak metalowy eko-wojownik krzyczy na dole z powodu narastającej burzy. Uwiesiłem się na najwyższej dostępnej gałęzi. Na twarz uderzają mi ciężkie krople i silne podmuchy wiatru. Drzewo przechyla się, groźnie strzela i pęka. Mam nadzieję, że to nie potrwa długo. Z jednej strony nie mogę się już doczekać, ale z drugiej wcale nie miałem ochoty przemoknąć. Zaczynam się obawiać, że cały ten pomysł doprowadzi mnie wyłącznie do wysokiej gorączki i kilku beznadziejnych dni w łóżku.

I gdy już chcę zrezygonować, wtedy przychodzi wiatr, od którego widzisz ostatnie minuty naszej reprezentacji. Układa mnie prawie poziomo. Muszę zachować koncentrację, ale przegrywam z narastającym śmiechem, jakbym był na znakomitej komedii. Jednocześnie wybucha we mnie radość i strach, że w rozprężeniu stracę kontrolę i puszczę gałąź.

Ona

Odwozi mnie tata, mimo zapewnień, że autobusy działają sprawnie, mam bilet i po prostu uwielbiam nimi jeździć. W drodze na nowo rozstawiam półki i zlew w kuchni, ale nie mogę ich rozstawić, bo nie wymienione są kafelki, ale nie mogę ich wymienić, bo nie zrobiona jest elektryka, ale nie mogę jej zrobić, bo nie jest przesunięta ścianka działowa w sypialni…

On

Panorama miasta z daleka wygląda jak ciemny kumulus i przechodzi w granitowe wzgórza, załadowany statek kontenerowy, czterdzieści rozrzuconych opakowań zapałek, dwadzieścia ustawionych pionowo pojemników na kostki lodu, zawalone lustrami i kafelkami półki w magazynie „twoja łazienka”, ciemny środek studni, domofon, winda, jednak wejdę po schodach, klucze, ona.

Skomentuj :, , więcej...

1/day #69

dodany przez edrache mar.07, 2010, w kategoriach grafika

Dzisiaj czas na ośmironicę. Nie jest to ośmiornica zabójca ani sharktopus, ani nawet zwyczajny Cthulhu. Po prostu

ośmiornica

EDIT: Kapustka opisał pewną niesamowitą historię pewnej ośmiornicy w pewnym oceanie:

Wszystkie ekipy świata

- Wracając do tematu granicuważam, że ocean jest nieskończony. Słuchałam bezustannej rozmowy jeża morskiego z rozgwiazdą.
- O, to ciekawe. Czyżbyś przedryfował przez kanion, że to mówisz?
- Nigdy tam nie byłem … – Ja również. Panicznie boję się podróży.
- … ale słyszałem, co jest dalej. Ocean i następny kanion.
- Czyżby od tej jazgoczącej krewetki z wybujałą fantazją.
- Załóżmy na chwilę, że miała rację. – Gdy zapada ciemność, to wyłącznie rozmawiamy i czekamy na ekipę płetwonurków z latarką. Dopiero wtedy krewetki drążą od dawna obiecane tunele a podnawki czyszczą konające z brudu zwierzęta.
- Przypadkiem można dojść z błędu do prawdy, ale nie nazwę tego podejściem naukowym.
- Posłuchaj wniosku! Jeśli za każdym kanionem jest kolejny, to ocean nie ma granic. – Im bardziej niewidome są gatunki, tym bardziej abstrakcyjne i pozbawione konkretu ich rozważania.
- To piękna dedukcja, na złej przesłance. – Jeż morski i rozgwiazda są ślepe.

W środku rozmowy zasypiają. Z powodu stałej ciemności i temperatury, sen przychodzi w przypadkowych chwilach. Strasznie mi duszno. Dziś prąd jest słaby i porywa za mało tlenu. Opadnięta, już prawie śnię, gdy podpływa płaszczka.

- Pomyślałem, że masz ochotę poczuć się potrzebna.
- Ja?
- Grubym podnawkom, tym pod starym koralem, zapowietrzył się tunel.
- Nie szczególnie mam ochotę się ruszać. – Szczere wyznanie na chwilę go zaskakuje.
- Zostawiłbym cię w spokoju, ale tylko ty potrafisz im pomóc. A poza tym to miejsce cię zaciekawi. Panuje tam zupełna cisza, bo wszyscy się wyprowadzili.
- Dobra, ale pod warunkiem, że rozejrzycie się za kimś drugim na przyszłość.

Miał rację. To najdziwniejsze miejsce, w jakim byłam. Absolutna pustka. Z pewnym trudem przechodzę przez wąskie przejście. Nikną głosy. Tunel jest tak wąski, że moge zawrócić dopiero w komorze. Bardzo to nieprzyjemne odczucie. Mam ochotę zawinąć się w kłębek. Trafiam na rozwidlenie i trochę błądzę. Ramionami szoruję po ścianach. Od strachu i braku tlenu opadam. Może ten tunel nie istnieje? Czy mogę wykazać to dedukcyjnie?

Nagle dotykam zimnej plamy powietrza. Ucieszona uderzam w nią i ubijam. Dociera do mnie przyjemna, ożywcza fala. Czekam chwilę, aż wrócę do sił, po czym wyciągam ramię w stronę sufitu i zaciskam przyssawki. Ostrożnie napełniam pozostałe ramiona. Wygląda to zabawnie, gdyż napowietrzone odnóża unoszą się i wyglądam jak ośmiornica, która permanentnie się poddaje. Albo taka, co próbuje wystraszyć przeciwnika udając, że jest o wiele wyższa, niż w rzeczywistości.

Na zewnątrz uwięzione drobiny nagle łączą się i formują jedną ogromną bańkę, ze mną w środku. Z przerażeniem widzę, jak bezwładnie oddalam się od dna i szybko unoszę. Zamachem próbuję przerwać pułapkę, ale połówki łączą się od razu. Słabnie ciśnienie i rzuca mną mocny prąd. Wrzeszczę. Chcę wracać. Z powrotem do ciemności i znajomych. W wysokich partiach robi się oślepiająco żółto. Bańka pęka dopiero przy zderzeniu z powierzchnią oceanu.

Zaraz po uwolnieniu zwracam się w dół. Silny prąd z pewnością oddalił mnie na odległość wielu kanionów, które zobaczę zanim wrócę. Ale zrobię to i gdy po rozłące spotkam jeża, to powiem mu, że krok indukcyjny był całkiem dobry. I dlatego nie podejmę się odpowietrzania już nigdy więcej. Nawet, jeśli na dno zejdą wszystkie ekipy płetwonurków świata i krewetki oszaleją od tempa pracy. Ja będę siedzieć spokojnie.

2 Comments :, , więcej...

1/day #68

dodany przez edrache mar.06, 2010, w kategoriach grafika

Kolejna ilustracja do opowiadania Kapustki. Ilustrowanie tekstów sprawia mi niesamowitą przyjemność :)

Wysadzenie mostu w Tomaszowie

Zajrzyjcie koniecznie do poprzednich wpisów i przeczytajcie teksty Kapustki: #62#63

Wysadzenie mostu w Tomaszowie

Tomek wszedł do sklepu i bez rozglądania skręcił w stronę regału. Zrobił kilka kroków, przykucnął i chwycił cztery paczki muru pruskiego w skali 1:72. Odwrócił się w stronę kasy i zatrzymał. Zobaczył nową osobę. Zagubioną w pierwszym dniu pracy. Jej niepoukładane czarne włosy spadały na dziewczęce ramiona. Rozczuliła go ta niewinność obok półek z miniaturowymi czołgami. Było coś niezwykłego w życzliwości, z jaką patrzyła na żołnierzy Africa Corps. Wyrozumiałości do piątej pancernej. Czułości do PzKpfw V Pantery. Tomek ucieszył się na jej widok i podszedł. Pomyślał, że ona zawsze wygląda, jakby właśnie przed chwilą wstała. Że jest chodzącym porankiem.

Miał już coś powiedzieć, ale tylko wymienili spojrzenie. Uśmiechnął się i skrępowany oznajmił zasadniczo – Ja tylko te cztery ścianki. – Zdawał sobie sprawę ze swojej nieporadności i krępowało go to jeszcze bardziej. Nerwowym szarpnięciem spakował zakupy i w chwili płacenia powiedział – O rany, czuję się jakbym był w skali 1:300. – Gdy wracał dostał napadu śmiechu na widok napisu w autobusie „po usłyszeniu sygnału nie wchodzić.

Wrócił do pracowni. Razem z Robertem składali makietę wysadzenia mostu w Tomaszowie Mazowieckim podczas drugiej wojny światowej.
- Słuchaj, co się wydarzyło!
- Przyjechała już dostawa katiuszy?
- Nie, to co innego. Jest nowa sprzedawczyni w sklepie!
- Ooo. Fajna?
- Powiem szczerze, stary, ona jest boska!
- Rozmawiałeś z nią? Pewnie uważa, że bagnet to rodzaj czapki
- Nie dałem rady.
- A kupiłeś wszystko?
- Zapomniałem farbek.
- No to dziś dokończę tylko przęsła.

Przy pracy dogadywali się bez słów. Tomek był bardzo spokojny i opanowany. Dlatego wycinał, kleił i organizował. W porównaniu z nim, Robert był świrem. Lubił malować zamaszystymi ruchami, obsypywać scenerię imitacją trawnika i doczepiać dym z waty. Przy trzeciej makiecie realistycznie odtworzył palący się czołg. Wypakował go zapałkami, przygasił światła i podłożył ogień. Po tym wydarzeniu na pewien czas się pokłócili.

O ósmej wieczorem rozbolały ich plecy od ciągłego pochylenia. Wyszli pochodzić po mieście. Leniwie spacerowali w niekrępującej ciszy. Tomek zamknął się w myślach o chodzącym poranku. Chciał ją mieć blisko i podziwiać, jak makietę obrony Poczty Gdańskiej. Odgadywał sposób, w jaki odczytała jego głupie słowa „czuję się jak w skali 1:300”. Czy to zabrzmiało jak użalanie? A może przesadna pewność siebie?

Robert wpadł na szalony pomysł, aby zainscenizować dwutygodniowy ostrzał artyleryjski przystanku PKS. – A tutaj wybucha osiemdziesiątka zapalająca – krzyknął i rzucił się na trawę. Wyrywał ją garściami a potem podpalał rozkład jazdy na oczach starych znajomych. Gdy jeden z nich powiedział, że to przesada, Robert zaczął go przedrzeźniać. Powtarzał każde jego słowo i gest, ku rozbawieniu innych. Na koniec spostrzegł siedzącego Tomka, uśmiechniętego do swoich myśli. Wtedy rzucił – stary musisz mi ją w końcu pokazać! Idziemy tam jutro razem.

Wizytę zaplanowali jak działania wojskowe. W pierwszym planie Tomek chowa się za pułkami i obserwuje do woli, podczas gdy Robert odwraca uwagę. Poprawiona wersja zakładała, że Robert przewróci półkę i zrobi bałagan, aby Tomek mógł nieoczekiwanie przyjść z pomocą w sprzątaniu.

Weszli do sklepu. Tomek z trudem opanował chęć ucieczki i odwrócił się do regału. W przeszklonym odbiciu próbował dostrzec jej fantazyjne włosy, w których zaplątywał się niezliczoną ilość razy, jej drobną figurę, którą obejmował i tulił. Nie słyszał rozmowy przy kasie, ogłuszał go własny puls. W tym czasie Robert, uradowany całą sytuacją, podszedł i powiedział:
- Cześć. Pomyślałem, że może byśmy gdzieś wyskoczyli. Ty i ja. Na przykład jutro, jak skończysz pracę. Co ty na to?


Skomentuj :, , , więcej...

1/day #66

dodany przez edrache mar.04, 2010, w kategoriach grafika

Kapustka po napisaniu opowiadania “Jak żywe” ledwo przeżył. Kolejne “opowiadanie” (?) zmusza czytelnika do wykonania konkretnych czynności, jeśli czytelnik chce nadal uczestniczyć w projekcie 500/dzień. Kapustka daje połowę, ale Wy możecie mieć całość – wystarczy trochę chęci.

Solidaryzuję się z jego cierpieniem, więc jeśli chcecie cały rysunek, to musicie sobie wyobrazić drugą połowę (chociaż może nawet więcej :) ). Powodzenia:

half per day

1 Komentarz :, , więcej...

1/day #65

dodany przez edrache mar.03, 2010, w kategoriach grafika

Ominąłem jeden z tekstów Kapustki, ponieważ kolejny tekst tak mi się spodobał, że postanowiłem zacząć od niego. Tym razem zacznę od opowiadania:

Jak żywe

- Czy jest pan najlepszym origamistą?
- Nie potrafię powiedzieć.
- Mimo, że to Pana dotyczy?
- Dotyczy wszystkiego, oprócz mnie. Jeśli zostanę, a cały świat zniknie, to pytanie „czy jestem najlepszym origamistą?” traci sens. Dlatego ta kwestia zależy wyłącznie od otoczenia.

Szczęśliwa rodzina leżała w łóżku w ramach poobiedniej drzemki. Po piętnastu minutach obudził się Dominik. Był mężczyzną na tyle zdyscyplinowanym, że nie potrzebował budzika. Złożył kołdrę zgięciem przekątnym, przelotnie wzruszył się na widok dziewczyn i jak zwykle wszedł do pracowni. Magdaprzewróciła się na drugi bok i głaskała małą Alicję. Spojrzała na jej, swoje rysy twarzy i delikatne brwi niezdolne do gniewu. W końcu wstała, pomyślała, że dom zatęsknił za zapachem szarlotki i udała sie do kuchni. Alicja została w łóżku.

W pracowni nadawał kształt małemu słonikowi. Będzie on częścią większej instalacji, przedstawiającej płaski świat położony na piramidzie zwierząt. Niezwykłość talentu Dominika polegała na tym, że czasami jego kwiaty pachniały albo roznosiły pyłki, jego zwierzęta bywały ciepłe, smutne lub wesołe.

Magda wróciła do sypialni. Kilka razy wypowiedziała imię Alicji i dobrotliwie poklepała ją po plecach.Odkryła, że dziecko jest rozpalone gorączką. Przestraszona pobiegła do pracowni, zawahała się przed drzwiami, po czym świadoma konsekwencji chwyciła za klamkę. Chrzęst metalowego zamka zamienił się w myśl, która niczym skała rzucona na powierzchnię stawu, wyrwała Dominika ze stanu głębokiej medytacji. Zachwiane złożenie zrujnowało słonika.

- Doktorze, proszę mówić szczerze.
- Jej stan jest zły.
- Ale możemy coś zrobić, żeby ją ratować?
- Prowadzę badania nad nową krzyżówką pewnego zioła, które mogłoby pomóc.
- Przy czym ta roślina jeszcze nie istnieje?
- Niestety, szczep nie chce się przyjąć.
- A czy doktor wie jak ona ma dokładnie wyglądać?
- Tak, dlaczego pan pyta?

Rozpoczął od wybrania odpowiedniej wielkości papieru. Cały czas myślał, jak bardzo ważne jest to  dzieło.W pierwszej kolejności odtwarzał małe kwiaty, zaginając je na planie ośmiokąta. Wyobraził sobie cichy dom bez Alicji i poobiednią drzemkę na nieznośnie wygodnym szerokim łóżku. Następnie odwzorował użylenie listków, ich poszarpane brzegi i fakturę. Origami było skończone. Spróbował uzyskać leczniczy ekstrakt. Niestety wciąż był to jedynie kawałek papieru.

- Czy zawsze się panu udaje?
- Tak. Pod pewnymi warunkami.
- Mianowicie?
- Gdy jestem całkowicie wyciszony. Nie dobiegają do mnie dźwięki, bardziej śnię niż widzę, jestem odrętwiały, niczym się nie cieszę, ani nie martwię. Przeszkadza mi nawet myślenie o tym, co właśnie składam. To się po prostu dzieje, a potem oglądam, co właściwie zrobiłem.

Dominik zrozumiał, że nie będzie w stanie przygotować doskonałego kwiatu, ponieważ za bardzo mu na nim zależy. Załamany schylił się i pochwycił słonika-inwalidę, którego zreperował w kilka godzin. Anastępnie uformował płaski świat na grzbietach zwierząt, tak pełnych szczegółów i realistycznych, jak żywe.

Jak żywe

Opowiadanie idealnie wpasowuje się klimatem w czytaną właśnie przeze mnie Sagę Endera Orsona Scotta Carda (właśnie kończę Ksenocyd). Nie wiem dlaczego. Może dlatego, że akurat czytam tę książkę, a może dlatego, że jest po prostu dobre :)

Skomentuj :, , więcej...

1/day #64

dodany przez edrache mar.02, 2010, w kategoriach grafika

Drugi projekt logo Gry Fabularne:

gry fabularne

EDIT: Kapustka ztekstował:

Armia bezdomnych bohaterów

Przeglądałem folder współdzielony przez kumpla z pracy. Wśród filmów i muzyki znalazłem tekst. W pierwszych słowach zorientowałem się, że to rodzaj listu, kierowanego z pewnością nie do mnie. Czy znalazł się w tym folderze przypadkiem? Wiedziałem, że należało zamknąć plik, ale forma osobistego wyznania była tak wciągająca, że czytałem dalej z poczuciem winy. Znajomy opisywał przygodę z World of Warcraft. Wiedzieliśmy, że ją lubi, ale to było wyznanie nałogowca. „Jestem tam kimś lepszym, mam przyjaciół i biorę udział w niesamowitych wyprawach. Ta gra nie ma wad i dlatego muszę ją odłożyć. To najtrudniejsze pożegnanie w moim życiu.

Wyznanie mnie przeraziło - zawsze lubiłem wejść w inny świat. Zapomnieć o programowaniu i na przykład brudzić się mąką w małej piekarni, a na koniec dnia, zmordowany fizycznie wyskoczyć na piwo ze znajomymi i czuć się wspaniale tylko dlatego, bo jestem. Przestraszyłem się, że jeśli spróbuję rozgrywki, to zniknę na kilka miesięcy.

Na wakacje w końcu trafił się dogodny moment. Tworzę postać. Wyobrażam sobie, że to przyjacielski i zagubiony człowiek, daleki od przemocy. Pierwsza misja: pozbyć się koboldów z kopalni. Podchodzę do jednego i zaczynam rozmowę. Chcę ustalić, dlaczego zaludnił to miejsce. Komputerowy przeciwnik jednak atakuje i nie pozostawia mi wyboru. Chwilę później staje się jasne, że jako miłośnik pokoju, nie wypełnię żadnej misji. Dlatego rezygnuję z nich całkowicie i idę zwiedzać. Na drodze zjada mnie trzy razy silniejszy wilk. Jestem za słaby, bo nie zrobiłem misji.

Przerwałbym zabawę, ale wciągnęła mnie zapowiedź zmiany. Wilk był obietnicą, że gra zmieni charakter, kiedy rozwinę postać. Wyrżnąłem wszystkie koboldy w kopalni, krzycząc – czy naprawdę nie możemy się dogadać? – To zaskakujące, jak ciężko jest walczyć i rozmawiać jednocześnie. Potem doszedłem do ogromnego miasta. Zapragnąłem mieszkać w jednym z domów, ale już wtedy dobrze wiedziałem. W World of Warcraft wszystkie postacie graczy są bezdomne. I nawet pogodziłem się z ograniczeniami programu, ale nie graczy.

Gdy wcielałem się aktorsko, oni pytali mnie ile mam lat i z jakiego kraju pochodzę. Gdy mówiłem, że współczuję koboldom, oni zmieniali temat na punkty doświadczenia i punkty obrażeń. Gdy wysyłałem im listy ze śmiesznymi zadaniami, na przykład „przyjacielu, na placu zgromadź dwadzieścia osób, rozdaj im sztuczne ognie i zróbcie pokaz o dwudziestej drugiej.” odpowiadali, że nie mają czasu, bo właśnie a) podnoszą poziom, b) bogacą się, c) przechwalają się poziomem d) lub bogactwem. W ich wydaniu gra była bardziej nużąca niż moja praca!

Zmieniłem postać. Wkroczyłem do „masywnie wieloosobwej” przestrzeni w roli samotnika. Skąpiec był jedynym udanym wcieleniem, możliwym w ramach reguł oraz innych graczy. Zarabiałem szukając okazji w domu aukcyjnym. Fikcyjne zarabianie było wciągające i przypominało zarabianie na giełdzie. Pamiętam, że wartości eliksirów bardzo rosną od piątej do siódmej.

W tej roli padłem ofiarą przekrętu. Pewna dziewczyna ogłosiła, że potrzebuje krasnoludzkiego shotguna i zapłaci za niego czterdzieści złota. Powiedziałem jej, że w domu aukcyjnym jest sztuka za dwadzieścia, mimo to nie zmieniła zdania. Kupiłem więc zdziwiony, że tak drogo, bo normalnie kosztował koło dwóch. W chwili zakupu dziewczyna zniknęła i pewnie podzieliła się zyskiem siedemnastu złota z osobą sprzedającą, z którą była w układzie. Uczestnicy zabawy traktują pieniądze niezwykle poważnie, ale ja się ucieszyłem. W końcu ciekawa przygoda!

Po trzech miesiącach zawiesiłem konto.

Wróciłem po dwóch latach, z zupełnie innym podejściem. Miałem ochotę uczestniczyć w trudnych kilkuosobowych misjach. Wymagają one pewnego ustawienia taktycznego, niestety zawsze jednakowego. Najbardziej opancerzona osoba (tzw.czołg) stoi na przodzie i przyjmuje każdy cios przeciwnika. Z boku towarzyszą jej postacie zadające jak największe obrażenia (tzw.dps – damage per second). Nad całością czuwa medyk. Na marginesie, rysunek Edrache przedstawia dość częstą sytuację, gdzie drużyna posiada wyłącznie miłośników zadawania obrażeń i desperacko poszukuje pozostałych ról.

Przez pół roku wcielałem się w każdą z tych trzech, po czym wylogowałem się i wcieliłem w tą, o której marzyłem od dawna. Aby poudawać pisarza.

Na marginesie – serwis Gry-Planszowe, do którego logo przygotował Edrache, organizuje trudniej dla mistrzów gry. Zapisałem się w roli gracza. Znowu mam ochotę wejść w nieograniczony świat fantastyki.

9 Comments :, , więcej...

1/day #63

dodany przez edrache mar.01, 2010, w kategoriach grafika

Khaki poprosił mnie o przygotowanie projektu logo dla strony Gry Fabularne na Facebooku. Na razie przygotowałem 2 projekty a dzisiaj pokażę pierwszy z nich:

gry fabularne

Jutro pokażę Wam drugi projekt, który Khakiemu bardziej się podoba :)

EDIT: Niesamowita historia pewnego półorka by Kapustka:

W powietrzu

Szczególnie polubił jedną skałę, która była trzy razy większą od niego i leżała blisko chatki. Wdrapywał się na nią całymi popołudniami, po czym zeskakiwał, w jego odczuciu opadając coraz wolniej. Machał przy tym rękami i nogami na najróżniejsze sposoby i był całkowicie przekonany, że jeżeli półork czegoś bardzo, ale to bardzo pragnie, to z pewnością kiedyś mu się to w końcu uda. Zobaczyła go mała Mieczysława, ryknęła ze śmiechu i pobiegła do rówieśników zakopujących się coraz głębiej wśród ciepłych rud metali. Nie chciał tu być, gdy z nimi wróci.

- Synku, bóg jest w środku ziemi! Przestań na niego tupać! – Mama była orkiem.
- Ale dziś już przez chwilę zawisłem w powietrzu – powiedział ucieszony i podszedł do paleniska.
- Nigdzie nie polecisz! Za murem zabiją cię ludzie!
- Możemy uciec gdzieś znacznie dalej, w miejsce bez wojny. – Kuchnię wypełniał zapach rybnej potrawki. Nie była to jego ulubiona potrawa.
- Będziesz musiał mnie zostawić!

Zrozumiał, że matka nigdy nie odważy się odbić od gruntu i poszybować razem z nim. Nabrali równe porcje jedzenia do bezkształtnych glinianych skorupek i pożywili się, w ciszy wymieniając spojrzenia. Ogień jeszcze migotał przez chwilę, po czym osłabł i zgasł, pozostawiając gorący żar, który jutro rano wznieci się na nowo, podczas nauki z łowienia pstrągów.

Próbował nie zwracać uwagi na Mieczysławę, która bezustannie stawała i schodziła z małego kamienia wrzeszcząc – ja latam, ja latam! - Towarzyszył jej krzykliwy śmiech chłopaków, głośniejszy od rozpędzonego strumienia. Przestała dopiero, gdy otrzymała wiotką i zaostrzoną gałąź. Opiekun rozstawił dzieci w miarę równych odległościach i nakazał rozpoczęcie.

Chciał zbudować przewężenie, w którym pstrągi znajdą się na wyciągnięcie ręki. Chciał skierować je na sieć albo do ślepego zaułka. Chciał użyć wędki. Jednak tak jak pozostali, pochylił się i patrzył na własne odbicie, co rozproszyło jego uwagę. Nagle woda błysnęła metalicznie. Zawahał się, po czym rzucił oszczep niezdarnie i o wiele za późno. Rozzłoszczony wyłowił broń, która utkwiła w szczelinie dna. Chwycił za sam koniec, podniósł ramię, zaczekał na dogodny moment i w kontrolowany sposób walnął.

Na widok zdobyczy ruszyła w jego kierunku zazdrosna Mieczysława. Sparaliżowało go. Może udawać, że jest tak głupi jak ona, ale w bijatyce z nią nie szans. Maszerowała gniewnie wzdłuż kamienistego brzegu. Dostrzegł, że jest wściekła i nawet nie będzie rozmawiać. Na trzy kroki przed zderzeniem chwyciła oburącz broń i zamachnęła się zza głowy. Zdołał przełamać odrętwienie, odrobinę odskoczyć i zablokować cios. Pstrąg spadł na ziemię. Skrzyżowane gałęzie popękały i nie nadawały się do walki. Przerażony siłą, wykorzystał moment zagubienia i skoczył do rzeki. Nigdy wcześniej nie zawisł w powietrzu równie długo. Opadł w spowolnieniu i próbował odczytać z twarzy pozostałych dzieci, czy widzieli ten niesamowity lot. Jak będą go teraz traktowali? Czy zrobił na nich wrażenie?

Zamyślony stanął i zanim zobaczył, dziewczyna była już za jego plecami. Niezdarnie powaliła go potężnym uderzeniem, od którego zanurzył się cały i przedryfował pewną odległość, po czym wywlekł go opiekun, znudzony nieciekawą walką.

- Mój synu, w końcu stajesz się mężczyzną! Agresja, krew, brawo!
- Ja nigdy nie będę tak silny! Matko, posłuchaj mnie! Musimy stąd uciec!

1 Komentarz :, , więcej...

1/day #62

dodany przez edrache lut.28, 2010, w kategoriach grafika

Wczoraj dowiedziałem się, że mam fanów. Dzisiaj specjalnie dla Was drodzy fani :)

małpa

Kapustce udało się “ztekstować” (przeciwieństwo zilustrowania) wpisy o projektach do Fast Call. Jestem pod wrażeniem :) Zajrzyjcie do wpisu #60.

1 Komentarz :, , więcej...

Szukasz czegoś konkretnego?

Skorzystaj z poniższego formularza:

Jeżeli nadal nie udało CI się znaleźć - daj znać